Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez mojej zgody jest bezwzględnie zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich. Naruszenie regulaminu będzie skutkowało konsekwencjami prawnymi! Podstawa prawna: Dz. U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 nr 43 poz. 170.

czwartek, 26 czerwca 2014

Love Me Green- peeling do ciała!

Cześć !

Co tam, jak tam ? Ja ostatnio jestem super rozleniwiona (jak cały rok...), pogoda kiepska i nie ma słoneczka więc człowiek chodzi jak zombie.
Baardzo lubię peeling-ować ciało, tzn lubię efekt jaki jest po peelingu. Sam proces peeling-owania jest dla mnie strasznie czasochłonny i czasami po prostu nie chce mi się go wykonywać.

Najczęściej używam kawowego i cukrowego- sprawdzają się u mnie najlepiej i są w 100% naturalne.
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją peelingu od Love Me Green.




Opakowanie 
Niski słoiczek zabezpieczony folią (niezbędna jest)

Pojemność i cena:
200 ml, cena to (na stronie LMG) 79 zł (!)

Zapach:
Bardzo intensywny, pomarańczowy zapach, utrzymujący się na skórze. Aromat pomarańczy nie jest moim ulubionym i minusem jest to, że zapach miesza się z balsamem do ciała...

Moja opinia:
Peeling jest bardzo delikatny, ale jednocześnie bardzo dobrze usuwa stary, martwy naskórek. Produkt ma wyczuwalne pod palcami olejki, które fajnie nawilżają skórę, co prawda nie tak dobrze żeby zaprzestać balsamowania, ale nawilżenie i tak jest duże.
Pojemność jest całkiem duża, chociaż ja stosowałam produkt jedynie na nogi, pewnie gdybym nakładała go na całe ciało starczyłby mi na 4-5 użyć.
Ma zbyt intensywny zapach, kojarzący mi się ze świętami Bożego Narodzenia- pomarańcze.
Opakowanie niestety nie jest dobre, nie wiem czy każda z dziewczyn które używały peelingu może to potwierdzić, ale w moim folia, która miała zabezpieczać produkt przed przeciekaniem była cała w olejkach... Więc to świadczy o przeciekaniu słoiczka.

Produkt jest przyjemny i dobrze działa dlatego oceniam go na:




Odbieram jedną gwiazdkę za przeciekanie słoiczka i cenę, która jak dla mnie jest zdecydowanie za wysoka. Cieszę się, że mogłam przetestować peeling, ale moja kieszeń niestety nie pozwala na ponowne kupno tego produktu. Muszę się zadowolić peelingiem własnej roboty, który oprócz zapachu pomarańczy daje ten sam efekt co produkt Love Me Green :)

Znacie ten peeling ? Co o nim sądzicie ?

LINKI:
 http://love-me-green.pl/
https://www.facebook.com/lovemegreen

niedziela, 22 czerwca 2014

Kolorowe lato- cięcie i kolorowe końcówki

Cześć!

Jak wam mija niedziela ? Ja ostatnio zapominam o swoich włosach i niestety rzadko je olejuję i nakładam maski. Wczoraj nałożyłam jedynie mieszankę miodu z oliwą z oliwek i trzymałam na włoskach ok 1,5h.

W piątek byłam u fryzjerki! Tak, tak niedawno ścinałam włosy, ale jak się głębiej przyjrzałam włosom to zauważyłam, że są naprawdę zniszczone. Tak na prawdę zniszczone są od ucha w dół i ja tych zniszczeń nie odratuję, muszę po prostu regularnie ścinać włosy.


Powiedziałam 2,5 cm ale fryzjerskie 2,5 cm to ok 3 cm, a przy mojej długości 0,5 cm na prawdę robi różnicę. Ale nie żałuję, jestem zadowolona, bo włosy wyglądają dużo lepiej :)

Włosy były ścinane nożyczkami, nie pozwoliłam na żadne cieniowanie, pazurkowanie, piórkowanie i inne dziwne cięcia. 


Bardzo podobają mi się kolorowe włosy. Zdecydowałam się na chwilową "koloryzację" bo przecież: "Jak będziesz tak ciągle farbować te włosy, to ci wypadną!" są to słowa mojego chłopaka- kochany no nie ? ;)

No i zdecydowałam się na kolorowe końcówki za pomocą fioletowej bibuły. Niestety nie pomyślałam o tym, jak kolor będzie wyglądał na rudych włosach... No fiolet nie wyszedł, ale kolor jest :) Na swoje końcówki zużyłam ponad połowę bibuły, ale robiłam to po raz pierwszy i wolałam zużyć więcej.

Oto i efekt:

W czasie farbowania


Dużym plusem jest to, że włosy nie uległy żadnemu zniszczeniu, a kolor się wypłuka już za kilka dni. Chciałam wypróbować ten sposób, bo jest nieinwazyjny i tani.
Nie wiem jeszcze jak kolor będzie się wypłukiwał, ale mam nadzieję, że nie będzie blado różowy...

Kolor ładnie przechodzi z rudego na (no właśnie jaki?) burgundowy, czerwony ? Sama nie wiem co to za kolor, ale mi się podoba :)


"Booże co ty zrobiłaś? Kolorowych włosów się zechciało"- T <3

Nie wiem jak w innych rejonach Polski, ale w Białymstoku 2 dzień lata nie zapowiada się ciekawie :(



sobota, 21 czerwca 2014

Dwa razy Ingrid- podkład i puder

Hej :)

Dzisiaj recenzja dwóch produktów od Ingrid- czyli pudru i podkładu, których ostatnio miałam przyjemność używać.



Verona, Ingrid, Idealist Powder- puder



Puder jest w czarnym opakowaniu z lusterkiem. Dużym plusem jest gąbeczka, która ma oddzielną przegródkę, co daje nam większą higienę produktu. Lusterko również jest przydatne, gdy chcemy się przypudrować gdzieś gdzie nie ma lustra.
   
Prawdę mówiąc nie mam pojęcia jaki mam odcień, na opakowaniu nie znajduję żadnego numerka ani konkretnej nazwy koloru, ale z tego co się orientuję są 3 odcienie produktu: jasny, naturalny, opalony. Stawiam, że mój to naturalny. Naturalnie mam bardzo jasną karnację i trochę się obawiałam, że puder będzie za ciemny, jednak nic takiego nie ma miejsca. Teraz gdy mam opaloną twarz puder również ładnie się wtapia.

Puder bardzo ładnie wtapia się w podkład, trochę gorzej wygląda gdy używamy go na nieumalowaną cerę, ale chyba żaden puder nie wygląda wtedy dobrze.

Dużym plusem jest również to, że puder w ogóle nie podkreśla suchych skórek, czego osobiście nie lubię przy pudrze Synergen.

Trwałość jest całkiem spoko, miałam go na sobie na weselu, makijaż poprawiałam max 2 razy (od 14 do ok 4 rano!).

Teraz koniec lukrowania bo pora na minusy pudru:
Puder używam od ok 2 miesięcy, nie używam go codziennie, bo czasami się w ogóle nie maluję. Już po 2 tygodniach zobaczyłam denko.... To oznacza całkowitą niewydajność produktu, chociaż przy rzadszym stosowaniu mam go jeszcze ok połowę. Puder się dosyć mocno pyli, więc nie polecam nakładania go pędzlem, tylko po prostu gąbeczką. No i trwałość opakowania... Tuż po zrobieniu zdjęcia odpadła mi pokrywka z lusterkiem... Po głębszych oględzinach zauważyłam, że po prostu pękł plastik przy łączeniu. Takie rzeczy często się zdarzają przy pudrach- często się je otwiera :)
Minusem jest też bardzo mała gramatura produktu bo to tylko 7 g...


Ogólnie bardzo polubiłam się z tym pudrem, ale mam swoje ulubione, których raczej nie chcę zastąpić żadnym innym. Wizażowa cena to ok 7 zł za 7 gram.
Puder jest mało wydajny i mocno się kruszy, spodziewam się niedługo tego, że całkowicie się pokruszy i będzie nie do wykorzystania.
Ładnie wygląda na twarzy, dobrze matuje, nie tworzy plam ani nie wysusza.

Produkt oceniam na:




Verona, Ingrid, Ideal Face- podkład

"Luksusowy, jedwabisty fluid"- tak właśnie określa go producent. No trochę bym to zmieniła, przede wszystkim nie cierpię słowa "fluid", kojarzy mi się ono z takimi typowymi plastikami, tapeciarami, ale to tylko moje zdanie. Luksusowy- może nie do końca luksusowy, ale całkiem przyjemny i delikatny. Podkład nie jest mocno kryjący, ale właśnie taki efekt lubię. Po nałożeniu podkładu na twarz nie mamy efektu maski. Produkt niestety trzeba przypudrować, bo cera mocno się świeci po nałożeniu. Podobno podkład jest przeznaczony do każdego rodzaju cery- ale jak coś jest do wszystkiego to jest od niczego. Myślę, że posiadaczki cery tłustej nie powinny po niego sięgać.


Podkład ma się utrzymywać 16h, niestety ciężko mi to określić, bo nigdy nie miałam go na twarzy aż tak długo.

Produkt jest umieszczony w buteleczce z pompką, która trochę się zacina i podkład nie chce płynąć... tu zdecydowanie wolę podkłady w tubkach.
Podkładu jest dosyć dużo, bo aż 35 ml, chociaż buteleczka uniemożliwia wydobycie go to samego końca, tak jak jest przy tubkach. Niestety zgubiłam gdzieś nakrętkę (czy cokolwiek to jest) i teraz ryzykuję, że podkład się wyleje jakimś cudem.

Ogólnie jestem całkiem zadowolona z podkładu, chociaż teraz po opalaniu jest on dla mnie trochę za jasny :(

Duużym minusem jest to, że nie wchłania się całkowicie w cerę i przy większej ilości zostawia smugi :(




Oceniam go na:





Oba produkty oceniłam bardzo dobrze, chociaż za wiele się po nich nie spodziewałam. Trochę się bałam podkładu, bo boję się zapchanej cery.

Polubiłam zarówno puder jak i podkład i wspólnie całkiem fajnie ze sobą wyglądają. Są to dobre produkty, dla osób niewymagających, są tanie i robią, to co mają robić.


Puder i podkład wrzucam do przyjemniaczków od Ingrid, do których zalicza się również baza pod makijaż, której recenzję pisałam jakiś czas temu TUTAJ.

LINKI:
http://www.vpp.pl/
https://www.facebook.com/verona.products.professional


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Złapałam welon, czyli szybka relacja z wesela!

Heej :)

Dawno nic nie pisałam, ale byłam bardzo zajęta. W środę wybrałam się z koleżankami na plażę i niestety zbyt duża ilość opalania skończyła się poparzeniem słonecznym, co przy mojej jasnej karnacji jest niestety niebezpieczne.

W sobotę miałam wesele brata ciotecznego! To było najlepsze wesele na jakim kiedykolwiek byłam! Było zajebi*cie! Nie było to klasyczne wesele, był pokaz magika i filmik dla rodziców, a uroczystość ślubna była nagrywana dronem. Jestem strasznie zmęczona, mam poobdzierane nogi od butów i bolą mnie mięśnie, ale było zdecydowanie warto.

Miałam na sobie żółtą sukienkę, która pięknie kontrastowała z czerwienią mojego ciała (na którym miałam bąbelki po oparzeniu słonecznym). Dzień wcześniej pomalowałam włosy przy użyciu Delia Cosmetics Cameleo kolor rudy, na weselu miałam delikatne upięcie.

Złapałam welon! To już drugi raz, pod koniec sierpnia zeszłego roku również złapałam welon na weselu, ale jak na razie nie planujemy ślubować (hola hola, jeszcze nie było zaręczyn).

Byłam tak zestresowana ceremonią, że przed ślubem 4 razy zmywałam makijaż, bo mi nic nie wychodziło. Ostatecznie zrobiłam, delikatne kreski na górnej powiece, a dolną podkreśliłam złotym cieniem.

Ślub był piękny! Jestem niestety płaczliwa i szybko się wzruszam, ale to przekroczyło już wszelkie granice. Całą ceremonię zaślubin obstawiała schola, piękna, nieznana mi wcześniej piosenka na wejście wzruszyła mnie do łez, a jak zobaczyłam Karola i Paulę idących do ołtarza, to wszyscy podawali mi chusteczki. Płakałam również podczas składania przysięgi, nawet przy składaniu życzeń się popłakałam. Ślub był w niewielkim, drewnianym kościółku przez co ceremonia była na prawdę przepiękna!










P.S. W tym tygodniu na pewno pojawi się recenzja pudru i podkładu od Ingrid! :))

poniedziałek, 9 czerwca 2014

SKRZYP POLNY kontra LEN- porównanie odżywek od Farmony

Witam wszystkich bardzo serdecznie ! :)


Wakacje w pełni (przynajmniej u mnie), a ja leniuchuje! Co prawda od jakiegoś czasu szukam pracy, ale w Biedastoku nawet do pracy w budce z kebsami trzeba mieć magistra. Ostatnio wspominałam, że pojawi się porównanie odżywek, które ostatnio testowałam, zapraszam więc na podsumowanie :)





Obie odżywki są dostępne jedynie w aptece (przynajmniej ja ich nigdzie indziej nie wiedziałam). 

Cena:
7.90 zł

Pojemność:
200 ml

Opakowanie:
Tuba bez zbędnych naklejek (oprócz ceny), które pod wypływem wody się nie odklejają i nie wyglądają brzydko. Prosta, czytelna grafika.

Zapach:
Obie odżywki nie mają sztucznego zapachu, co jest dużym plusem. Zapach jest przyjemny, ale bez szaleństw.

Moja opinia:
Odżywka z lnem jest przeznaczona do włosów suchych i łamliwych, natomiast ta ze skrzypem polnym do włosów zniszczonych i wypadających. Moje włosy osiągają hard level bo są suche, łamliwe, zniszczone i na domiar złego wypadają, więc jakby nie patrzeć powinnam używać ich jednocześnie :) Tak niestety nie robiłam, chociaż jestem ciekawa jaki byłby efekt.

Obie mają przyjemny skład, zawierają ekstrakty z roślin, nie mają olei mineralnych i parabenów.
Obie mają wszechstronne zastosowanie bo można je nakładać przed jak i po płukaniu.
Zarówno odżywkę z lnem jak i ze skrzypem stosowałam jako produkt d/s oraz b/s i odżywki działają podobnie, chociaż widać różnicę.

Zacznę od odżywki z lnem:
Stosowana jako odżywka d/s- włosy są na prawdę miękkie, nawilżone, wygładzone, całkiem fajnie się skręcają (jak na moje włosy ofc). Gdy nakładałam ją również po myciu czyli b/s włosy bardzo dobrze się rozczesywały i były mięciutkie, a końcówki były bardzo wygładzone, aż się zdziwiłam :)

Odżywka ze skrzypem polnym:
Jako produkt d/s odżywka działa całkiem przyzwoicie, niestety nie aż tak dobrze jak ta z lnem. Włosy są co prawda miękkie i nawilżone, ale brakuje wygładzenia końcówek, które u mnie sterczą w każda dowolną stronę. Jako odżywka b/s produkt działa bardzo podobnie jak ta pierwsza, ale znów nie wygładza końców. Chociaż po niej włosy dużo intensywniej się kręcą...

Zaleta obu odżywek jest taka, że produkt stosowany b/s absolutnie nie obciąża włosów, wiadomo, nie nałożymy jej nie wiadomo jak dużo (ja nakładam porcję wielkości 1 groszówki, ale mam mało włosów), ale jeszcze ani razu nie obciążyłam nią włosów. Obie odżywki nakładam od ucha w dół i wtedy najbardziej widać jej działanie, zaraz po umyciu gdy włosy schną, od ucha w dół są wygładzone, a przy głowie sterczą babyhair -.- ale patrząc na część potraktowaną odżywką to jednak przy odżywce z lnem wygładzenie jest większe.

Podsumowując obie odżywki zasługują na honorowe miejsce na mojej półce, ale jakbym miała się zdecydować na jedną to wybrałabym tą z lnem. Nawilżenie było bardziej odczuwalne no i wygładzenie pierwsza klasa :)

Jedynym minusem jaki dostrzegam to rzadka konsystencja odżywki, która czasami spływa z włosów (ja zanim je spłukam wodą związuję je gumeczkami które ostatnio kupiłam aby nie zamoczyć włosów w wodzie czy coś w tym rodzaju). Chcę jeszcze wypróbować odżywkę z żeń-szeniem, ale jeszcze jej nie znalazłam, poza tym ta ze skrzypem jeszcze mi się nie skończyła.

Ostatecznie obie odżywki oceniam w następujący sposób:

Odżywka z lnem:



Odżywka ze skrzypem polnym:



Myślę, że obie odżywki są warte przetestowania, są niedrogie i bardzo fajne :))




P.S. Mam ortografa i go nie zauważyłam ? Proszę o poprawkę w komentarzu :)

czwartek, 5 czerwca 2014

Maska GoGo- działa cuda czy przeciętniak ?


Hej! 

Dzisiaj wpadam do Was z recenzją odżywki, którą nabyłam w Hebe podczas pielgrzymki do Częstochowy. Spokojnie nie pojechałam na Jasną Górę po samą maskę, to był nieplanowany zakup. No i niestety trochę szkoda, bo muszę przyznać, że jestem zawiedziona :(

Kallos, GoGo, Repair Hair Mask





Cena:
ok 6 zł na promocji, wizażowa cena to 15 zł... niezła promocja co ? :))

Pojemność:
200 ml

Skład i obietnice producenta:



Moja opinia:

Maska ma neutralny zapach, ani ładny ani brzydki. Jest gęsta co bardzo lubię, bo nie spływa z włosów. Producent zaleca trzymanie produktu na włosach przez dwie minuty, co kojarzy nam się raczej z odżywkami, a nie maskami. Po upływie czasu należy spłukać maseczkę wodą. Ja maski nie nakładałam na całe włosy, nigdy nie robię tego po myciu, bo to bardzo obciąża mi włosy. Nakładałam ją więc na włosy zniszczone czyli od ucha w dół. Trzymałam ją przez 2-3 minuty, rzadko zdarzało się trochę dłużej. No i szkoda, że nie trzymałam jej dłużej, bo wtedy był najlepszy efekt.

Jak maska działała przy stosowaniu zgodnie z zaleceniami?
Średnio, bardzo przeciętnie. Co prawda ułatwiała rozczesywanie, ale włosy nie były wyraźnie nawilżone ani wygładzone. Nie zauważyłam też żadnego wpływu na stan zdrowia końcówek, które nadal się łamią. Z regeneracją ta maska na pewno nie ma nic wspólnego.

Byłam bardzo niezadowolona z maski i prawdę mówiąc odstawiłam ją na kila dni, oczyściłam porządnie włosy z silikonów, ale nawet wtedy nie działała tak jak oczekiwałam. Postanowiłam ją trochę zmodyfikować i do ok jednej łyżeczki odżywki dodawałam max 4 krople olejku ze słodkich migdałów (mam buteleczkę z dozownikiem więc łatwiej wyliczyć krople). Bałam się dodać więcej olejku, bo nie lubię mieć obciążonych końcówek. I jaki efekt ? Eureka! Maska na prawdę dużo lepiej nawilżała, włosy były miękkie, a końcówki wygładzone. Robiłam to zaledwie kilka razy, bo maska się skończyła :) Szczerze mówiąc nie żałuję, po co mi maska, którą trzeba modyfikować ?

Maska ma ładne, czytelne opakowanie i nie jest droga. Jednak gdybym miała ją kupić po normalnej cenie, to drugi raz bym po nią na pewno nie sięgnęła. Na (nie)szczęście nie mam tego dylematu, bo w Białymstoku nie ma Hebe...

Oceniam maseczkę na:




Jedna gwiazda za opakowanie, cenę i pojemność, druga za fajne działanie przy dłuższym trzymaniu na włosach, a trzecią za łatwą modyfikację produktu.


Niestety na moim blogu ostatnio pojawiają się same buble możecie o nich poczytać TU, TU i TU.
 
Na szczęście w najbliższym czasie pojawi się post dotyczący porównania dwóch odżywek, które na pozór są bardzo podobne i jednocześnie całkowicie różne!


Znacie już Kallos, GoGo, Repair Hair Mask ? Co o niej sądzicie ?



wtorek, 3 czerwca 2014

Krem nawilżający z minerałami z Morza Martwego- APIS

Cześć wszystkim!


Dziś szybka powtórka z geografii czyli recenzja kremu z minerałami z Morza Martwego od firmy Apis.
Dobra żartuję, geografii nie będę w to mieszać :D




Cena kremu:
25 zł

Pojemność:
50 ml

Opakowanie:
Zgrabny, przeźroczysty słoiczek z białą nakrętką zapakowany z pudełeczko. Jasna grafika i czytelne napisy.

Skład:

 "Mineral Oil" -biały olej mineralny czyli nic innego jak parafina!

Według mojego źródełka parafina to:

Emolient tzw. tłusty. Substancja komedogenna, czyli sprzyja powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Warstwa okluzyjna chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi. Nadaje połysk. Wykazuje działanie regenerujące.
 "Sprzyja powstawaniu zaskórników" niestety muszę przyznać tutaj rację. Moja cera pozostawia wiele do życzenia, ale ilość zaskórników jaka powstała po użytkowaniu tego kremu jest szokująca. Powstały na brodzie, policzkach i czole. Fuuuj! Okropne, wstrętne, prawie niemożliwe do usunięcia :(

Wracając do samego kremu, prawie w ogóle nie nawilżał mi skóry... Stosowałam go zarówno na dzień jak i na noc jak poleca producent, nakładałam go po peelingu licząc na ciekawszy efekt, ale niestety zawiodłam się. Krem ani nie łagodził, ani nie nawilżał, ale za to strasznie zapychał cerę. Jestem z niego bardzo niezadowolona i już od jakiegoś czasu poszedł w odstawkę. Oddałam go siostrze, która jest z niego zadowolona :) Cieszę się, bo nie lubię wyrzucać nieskończonych produktów.

Ja nie jestem wybredna jeśli chodzi o kremy, ale porównuję działanie kremu od Apis z kremem z Fitomedu, (którego recenzja niedługo się pojawi), no ale kurde mógłby chociaż trochę nawilżać...

Podsumowując, krem oceniam na :




Jedna gwiazdka za ładne opakowanie i jedna za to, że przydał się siostrze.


Oto deser na dziś! :)

- garstka truskawek
- jogurt naturalny
- płatki z błonnikiem, zwane przeze mnie robakami, bo tak wyglądają :)

Mniam! Zdrowo, pysznie, dietetycznie :)



P.S. W poprzednim poście pisałam, że zaczynam pić siemię lniane. 1 czerwca miałam wypić pierwszą porcję i oczywiście o niej zapomniałam... Wczoraj i dzisiaj już ją zjadłam, ale co zrobić jak się zapomina ?
Macie jakieś sprawdzone sposoby na "niezapominanie" ? U mnie nawet kartka przyklejona nad biurkiem nie pomaga :( Proszę o rady :*


LINK: http://www.mk-naturalcosmetics.pl/
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blogger Gadgets