Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez mojej zgody jest bezwzględnie zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich. Naruszenie regulaminu będzie skutkowało konsekwencjami prawnymi! Podstawa prawna: Dz. U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 nr 43 poz. 170.

piątek, 27 lutego 2015

Jak zostać włosomiaczką ? 10 kroków do włosomaniactwa

Siemka :)


Mijają mniej więcej dwa lata odkąd zostałam włosomaniaczką. Moje początki były trudne, nie potrafiłam dobrać kosmetyków, nie wiedziałam jak ściąć włosy ani jak je upinać do snu.  Jednak od czego musi zacząć dziewczyna, która pragnie zostać "rasową" włosomaniaczką ?





Po pierwsze: określenie porowatości włosów. 
Według mnie jest to absolutna podstawa rozpoczęcia świadomej pielęgnacji. Jeżeli nie poznamy dobrze naszej porowatości nie będziemy w stanie dobrze dobrać kosmetyków. O sposobach określenia porowatości pisała już Make Your Hair Beautiful Blog, Alina oraz Kascysko


Po drugie: prawidłowe cięcie włosów i regularne wizyty u fryzjera
Ja tego nie zrobiłam i do dziś dnia bardzo tego żałuję. Włosy super porowate bardzo często są zniszczona na całej długości (od wysokości oczu, lub jeszcze bardziej). Wiem, że ścięcie na raz wszystkich zniszczeń dla niektórych dziewczyn jest wyczynem nie do przejścia, wtedy jedynym rozwiązaniem jest regularne podcinanie włosów. Jeżeli włosy są krótkie i mocno wystopniowane trzeba mieć świadomość, że pozbywanie się zniszczeń może potrwać nawet ponad rok. Dobre cięcie może pomóc w przypadku zaniedbanych końcówek.


Po trzecie: odstawienie czynników destrukcyjnych
Niestety, ale jeżeli chcemy mieć zdrowe włosy to regularne prostowanie czy kręcenie ich nie wchodzi w grę. Oczywiście możemy używać urządzeń na gorąco, ale z rozwagą. Jeżeli będziemy pamiętać o umiarze wszystko da się zrobić. Ja prostownicę odstawiłam pół roku przed tym jak zostałam włosomaniaczką, dzięki temu łatwiej było mi wdrożyć olejowanie, maski i jednocześnie rezygnację z prostych jak drut włosów. Moje włosy wykręcały się, wyginały, były ekstremalnie porowate, jednak gdybym została przy prostownicy nigdy nie doszłabym do takiego stanu włosów jaki mam teraz.
Nie będę doradzać odstawienia farby gdyż, sama tego nie zrobiłam. Nie wyobrażam sobie powrotu do naturalnego kolor włosów.


Po czwarte: dobór odpowiedniego szamponu, odżywki, maski ---> Czytanie składu!
Nie każde włosy mają wysokie wymagania, niektórym wystarczy dobre oczyszczanie i podstawowe nawilżanie odżywką lub maską. Posiadaczki włosów wysokoporoatych wiedzą, że taki zestaw to trochę mało, jednak dla dziewczyn o włosach zdrowych powinien w zupełności wystarczyć. Jednak aby dobrać produkty musimy czytać składy. Bez tego się nie obejdzie jeżeli chcemy naprawdę świadomie pielęgnować włosy. Jeżeli produkt ma kiepski skład raczej na nic nam się nie zda.


Po piąte: wdrożenie półproduktów i olejów 
Niestety większość włosów wymaga olejowania oraz stosowania półproduktów, które ułatwiają regenerację włosów. Punkt piąty jest bezpośrednio związany z pierwszym gdyż w przypadku źle określonej porowatości możemy nieprawidłowo dobrać oleje i półprodukty a wtedy pielęgnacja nie ma sensu.


Po szóste: szczotka, grzebień, gumki
Pielęgnacja pielęgnacją, ale musimy pamiętać też o akcesoriach do włosów. Większość włosów powinno polubić się z grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami, są one nieszkodliwe i nie szarpią włosów. Szczotka to indywidualna sprawa, jedne kochają TT, drugie szczotki drewniane, inne wybierają szczotki z włosia naturalnego. Ja najbardziej lubię szczotkę drewnianą, nawet TT elite nie jest dla mnie idealna, gdyż trochę za mocno rozczesuje włosy, gdy te są pofalowane- zdarza się, że się puszą. Bezwzględnie odstawiamy gumki które ciągną włosy i mają metalowe elementy.


Po siódme: suplementacja
W zależności od tego z czym mamy największy problem taki suplement powinnyśmy przyjmować. Może zdarzyć się tak, że z jakiegoś powodu nie tolerujemy tabletek (bóle żołądka, brak systematyczności) możemy zdecydować się na herbaty: pokrzywa, skrzyp, skrzypokrzywa, siemię lniane, drożdże- wszystko to możemy przyjmować zarówno w tabletkach jak i w postaci odżywczych drinów :) Suplementacja jest ważna, jeżeli naszemu organizmowi brakuje witamin. 


Po ósme: upinanie suchych włosów do snu
Kucyk, kok, wakocz- jest  na prawdę wiele metod upinania włosów do snu. Dużo osób nie zdaje sobie z tego sprawy, że w nocy mokre włosy niszczą się najbardziej. Po pierwsze wilgotne włosy są bardziej podatne na uszkodzenia, po drugie brak fryzurki sprawia, że przygniatamy włosy swoim ciałem przez co się rwą i łamią.


Po dziewiąte: zabezpieczanie końcówek

To chyba jedna z ważniejszych spraw, ważniejsza nawet od suplementów, gdyż te nie są potrzebne każdemu, a zabezpieczone końcówki tak. Ochrona końców sprawia, że tak szybko nie niszczeją. Więcej o zabezpieczaniu końcówek przeczytacie w TYM poście.


Po dziesiąte: systematyczność i cierpliwość 

Niestety nie możemy spodziewać się cudów po dwóch dniach olejowania. Jeżeli po dwóch miesiącach systematycznego nakładania oleju zauważymy w ogóle jakieś efekty to będzie dobrze. Nawet jeżeli będziemy codziennie olejować włosy w ogóle mogą na to nie reagować jeżeli będziemy je regularnie niszczyć. Systematyczność jest ważna jeżeli nie chcemy osiągnąć w miarę szybkie efekty (mówię tu o roku, nie miesiącu systematyczności). Ja olejować regularnie zaczęłam ok rok temu i widzę efekty, włosy są zdrowsze, ale nadal nie są w takim stanie jakiego bym oczekiwała. 



poniedziałek, 23 lutego 2015

Nowa seria na blogu- denko ulubieńców i bubli kosmetycznych :)

Cześć laski!

Postanowiłam utworzyć na swoim blogu serię, która będzie dotyczyła włosowych produktów które zdenkowałam, będę dzieliła produkty na ulubieńców i bubli. Bubli mam ostatnio coraz mniej, ale coś na pewno się znajdzie. Uprzedzam, że te posty nie będą regularne, bo ja nie wykorzystuję kosmetyków aż tak szybko, zwłaszcza gdy mam dwie litrowe maski... :D



Denko ostatnich miesięcy- ulubieńcy!


Ziaja maska intensywne wygładzenie



Maska, o której w internecie jest pełno informacji- nie będę pisała długiej recenzji. Na opakowaniu
zawarta jest informacja o tym, że produkt ma pH fizjologiczne, czyli takie jakie powinny mieć nasze narządy rozrodcze, a dokładnie 3,6-4,5. Idąc tym tropem można uznać, że maska jest zakwaszająca. Można ją używać jako zwykłą maskę więc po kilku minutach spłukujemy ją z włosów, u mnie ta opcja totalnie się nie sprawdziła- maska jest zwyczajnie za delikatna. Idealnie sprawdzała się jako odżywka b/s- pięknie wygładza i nabłyszcza włosy. Bardzo ją polubiłam zwłaszcza że kosztuje ok 5-6 zł. Minusem jest jedynie pojemność,bo jeżeli używamy jej przed ostatnim płukaniem to może starczyć na kilka myć.


Isana Med szampon z 5% mocznikiem



Bardzo delikatny szampon z 5% mocznikiem który znajduje się na trzecim miejscu w składzie! Szampon łagodzi podrażnienia- chociaż nie tak przyjemnie jak samodzielne dodany mocznik do szamponu. Dobrze domywa olej i fajnie się pieni. Nie mam co do niego większych zastrzeżeń, ale gdyby był w większym opakowaniu to byłabym zadowolona w stu procentach :)


Bobini szampon i płyn do kąpieli o zapachu jagody




Przepięknie pachnący szampon dla dzieci. Bardzo dobrze oczyszcza włosy, nie jest typowym zdzieraczem i za to go pokochałam. Bardzo dobrze się pieni, jest wydajny, niestety średnio radzi sobie z olejem, czasami muszę myć włosy dwa razy. Jednak za cenę 5- 6 zł wybaczam mu wszystko. Uwielbiam ten szampon <3



Isana szampon do włosów rudych 




Szampon o którym pisałam milion razy. Świetnie sprawdza się przy włosach farbowanych na rudo, w przypadku blondu- ociepla go. Szampon dobrze oczyszcza włosy, nie podrażnia skóry głowy i nie plącze włosów. Obecnie ma zmienione opakowanie dzięki czemu łatwiej jest wydobyć szampon do ostatniej kropli.

Seri maska miodowa



Ta maska zasłużyła na oddzielną recenzję, którą możecie przeczytać TUTAJ. Maska jest bardzo, ale to bardzo wydajna i przede wszystkim polubiłam ją za jej działanie. Więcej informacji w recenzji.


Jak widać w moich zdenkowanych ulubieńcach królowały głównie szampony :D Ciesze się, bo trafiłam na dwa dobre szampony, których do tej pory nie znałam, a na pewno do nich wrócę.


Teraz pytanie do Was!
Mój blog ma tematykę typowo włosową, kiedyś częściej, obecnie prawie w ogóle nie pojawiają się posty dotyczące kosmetyków do twarzy i ciała. Czy chcecie aby w denkach pojawiały się krótkie recenzje kosmetyków nie włosowych, które się u mnie sprawdził lub nie? Mam tu na myśli tusze do rzęs, kremy do twarzy, balsamy, płyny micelarne itp.
 Napiszcie mi w komentarzu co o tym sądzicie, bardzo chętnie poznam Waszą opinię :)



Zapraszam:

Facebook RHC


Instagram 





niedziela, 22 lutego 2015

Niedziela dla włosów #26- oleje, keratyna i jedwab

Hej :)


Z przyczyn niezależnych ode mnie swoją niedzielną pielęgnację musiałam przesunąć na sobotę, ale zdjęcia są robione w niedzielę. Dzisiaj miałam szkolenie, więc nie było opcji na umycie rano włosów.


W sobotę ok 17 nałożyłam na włosy mieszankę 3 olejów: lnianego, sezamowego i z orzechów włoskich z odrobinką nafty kosmetycznej i kilkoma kroplami hydrolatu keratyny. Włosy owinęłam foliowym czepkiem, założyłam czapkę i turban, Po upływie 2 godzin umyłam włosy szamponem Isana z mocznikiem. Na odsączone włosy starannie nałożyłam maskę Biovax keratyna i jedwab (saszetka z biedronki). Maskę zmyłam z włosów po 25 minutach. Do zabezpieczenia końców nałożyłam jedwab z Marion z kroplą olejku Alterra marakuja.


Włosy na noc upięłam w wysokiego koczka dlatego nie są proste.


ZDJĘCIE W ŚWIETLE NATURALNYM


Całkiem fajnie się pofalowały ale muszę jeszcze poćwiczyć ślimaczka. Jednak stan włosów niespecjalnie mi się podoba, właściwie to mi się w ogóle nie podoba. Po masce włosy są jakby sztywne i szorstkie, nie wiem czy to związane z proteinami keratyny i jedwabiu czy jest to efekt po ślimaku, ale według mnie to totalny BAD HAIR DAY.


Jak mają się Wasze włosy dziś ? Mam nadzieję, że lepiej niż moje! :D



czwartek, 19 lutego 2015

Olej z orzechów włoskich do włosów wysokoporowatych

Siemka :)


Kto słyszał o oleju z orzechów włoskich? Chyba każdy! Lecz nie każdy miał okazję testować go na swoich włosach. Jako posiadaczka włosów o wysokiej/średniej porowatości jestem chętna testować wszystkie nowości, które dają nadzieję na zdrowsze włosy. Dziś przychodzę do Was z recenzją oleju z orzechów włoskich, którego miałam ostatnio przyjemność używać. Olej zakupiłam w Stokrotce za ok 15 zł.




Opakowanie: ciemnozielona, szklana butelka o pojemności 500 ml

Zapach: Niezidentyfikowany, trochę pachnie jak skorupki orzechów które jeszcze wiszą na drzewie

Konsystencja: Bardzo lekki olej, łatwo się go rozprowadza

Zastosowanie: Olej nakładam na całe włosy, jednak staram się dokładnie omijać skalp. Nie można stosować go na skórę, ani twarzy, ani ciała- potwornie zapycha skórę i powoduje bolące podskórne pryszcze. Koszmar, NIE POLECAM

Działanie oleju na włosach:
Olej ma bardzo lekką konsystencję więc łatwo aplikuje się go na włosy, 1 łyżka wystarczy na pokrycie całych włosów. Ja przy olejowaniu zwracam dużą uwagę na końcówki, które niestety często są przesuszone. Olej nakładam zazwyczaj na kilka godzin- rzadko na całą noc. Olej dobrze się zmywa- nie nakładam go na skalp więc nie mam efektu obciążonych włosów. Po umyciu włosy są dobrze dociążone i wyraźnie nawilżone, ładnie się układają i bardzo lśnią, są również bardzo mięsiste. Olej na prawdę fajnie nawilża nawet mocno przesuszone końcówki (po lakierze, piance itp).
Dodany do maski sprawia, że nabiera ona silniejszych właściwości nawilżających i wygładzających.

Po kilku tygodniach z orzechem śmiało mogę powiedzieć, że polecam ten olej do stosowania na włosy, pod żadnym pozorem nie można stosować go na skórę. 500 ml oleju za 15 zł to niska cena, zwłaszcza jeżeli nie nakładamy go codziennie.

Obecnie testuję....




Jakich olejów ostatnio używacie ? :)


wtorek, 17 lutego 2015

Zabezpieczanie końcówek- czym i dlaczego?

Cześć :)

Mam tydzień wolnego, a to skłania do refleksji nad dotychczasową pielęgnacją. Ostatnio nawet pomyślałam, czy może nie podciąć by końcówek, bo ostatnia wizyta u fryzjera była 3 miesiące temu, jednak perspektywa straty 3 centymetrów trochę mnie martwi.

W związku z akcją u Ewy zaczęłam bardziej zwracać uwagę na końcówki- im mniej zniszczeń tym bliżej celu,bo nie będę musiała ich ścinać- a na pewno nie aż taką ilość.



Mój błąd z przeszłości- brak zabezpieczenia 


To był chyba największy błąd jaki popełniałam. Włosy nie miały osłony silikonowej przez co były bardzo narażone na zniszczenia- często się łamały, kruszyły i zwyczajnie wyglądały brzydko.
Przyznam się bez bicia, że nawet od momentu bycia włosomaniaczką nie dbałam o końcówki, nie wydawało mi się to takie  konieczne. Włosomianiaczka która nie zabezpiecza końcówek... Przypał co?

Czym zabezpieczać końce?

Serum silikonowe
Jedwab który posiada w składzie lekkie silikony można stosować do włosów cienkich (takich jak moje), unikamy ciężkich silikonów bo ciężko jest je zmyć- lubią się nadbudowywać. Serum z mocnymi silikonami może sprawdzić się przy włosach grubych, które również narażone są na zniszczenia.  Wystrzegamy się również alkoholu (alcohol denat,isopropyl alcohol0, który bardzo mocno wysusza włosy i pomimo tego, że na pierwszy rzut oka włosy są dobrze zabezpieczone to po kilku tygodniach zobaczymy suche końce, które łamią się od samego dotyku. 


Przykładowe sera, które sprawdzą się na włosach cienkich (wyłącznie te, które sama polecam):
Chi, Silk Infusion, Farouk ok 10 zł za 14 ml, dostępny w Hebe :)- Marion Natura Silk ok 6 zł za 15 ml- bardzo wydajne serum. Jednak lubi delikatnie wysuszyć. Ja mieszam je z maleńką kropelką olejku
- GP jedwab w płynie- 10 zł za 30 ml


Olej
A dokładnie jedna mała kropelka, którą rozsmarowujemy w dłoniach i po prostu rozprowadzamy na końcówkach. Dobry sposób dla dziewczyn, których końcówki są w bardzo złym stanie bo są zwyczajnie przesuszone, ale jednocześnie nie tolerują silikonów. Może być wykorzystywany przez kręconowłose, które stosują pielęgnację CG czyli całkowicie bez silikonową. Olej prawie na pewno nie sprawdzi się na włosach cienkich, bo je zwyczajnie przetłuści- próbowałam wiele razy, nic z tego.

Możemy wykorzystać takie olejki jak;
- z pestek śliwki
- arganowy
- lniany
- z orzechów włoskich

Jeżeli znacie jeszcze jakieś oleje do zabezpieczania- napiszcie w komentarzu!


Serum + olej
Ten sposób możemy wykorzystać gdy wiemy, że nasze włosy lubią zarówno serum jak i olej, lub gdy serum delikatnie wysusza włosy. Taka mieszanka ładnie wygładzi i jednocześnie zabezpieczy końce. Możemy dowolnie dobierać olej, bierzemy ten z którym nasze włosy dobrze współpracują.

Olej + półprodukt

Możemy wykorzystać kwas hialuronowy- do porcji olejku dodajemy kroplę kwasu hialuronowego, który również można zastąpić hydrolizowanym jedwabiem lub elastyną z kolagenem. Taka mieszanka uelastycznia i zabezpiecza włosy.


Zabezpieczanie końcówek jest bardzo ważne, gdy chcemy hodować włosy. Włosy, które są podcinane regularnie aż tak nie odczują tego, że nie są zabezpieczone, bo zaraz te zniszczenia i tak będą ścięte, jednak gdy nasz wizyta u fryzjera jest rzadsza niż co 3 miesiące zabezpieczanie końców jest niezbędne. Akcja u Ewy skłoniła mnie do zakupu kolejnego jedwabiu, zdecydowałam się na Marion Natura Silk- głównie ze względu na krótki, ale jakże bogaty skład. Wzbogaciłam go jednak 10 kroplami olejku Alterra z marakują- dodałam go do opakowania żeby nie bawić się z mieszaniem na dłoni. Noszę te serum w torebce i nakładam głównie po wejściu na uczelnię, gdy włosy są delikatnie spuszone wiatrem.

Należy pamiętać o regularności- ja zabezpieczam włosy codziennie rano i wieczorem. Gdy nie będziemy regularni nawet najlepsze serum nie będzie się sprawdzało :)

Czym najczęściej zabezpieczacie końcówki ? :)


Zapraszam:
Facebook RHC


niedziela, 15 lutego 2015

Niedziela dla włosów #25- domowa maska z awokado

Siemka :)


Od razu się pochwalę, że wszystkie trzy egzaminy które miałam w sesji są zaliczone, więc przede mną tydzień wolnego! Ten czas poświęcę na porządki- zarówno na blogu, komputerze i oczywiście w szafie. Muszę zrobić przegląd ubrań, których nie noszę i po prostu się ich pozbyć :)

Dziś zapraszam Was na post dotyczący niedzielnej pielęgnacji. Ostatnio rzadko sięgam po domowe produkty do włosów, nie licząc olei nie korzystam z nich w ogóle. Wszystko dlatego, że domowe maski są bardziej czasochłonne niż te drogeryjne gotowce :)


Po wczorajszej walentynkowej kolacji z T, nałożyłam przed snem olej sezamowy (w Lidlu 250 ml za 4,99! na półkach z azjatyckim jedzonkiem). Rano umyłam włosy brzoskwiniowym zdzieraczem Bambi, następnie delikatnie zawinęłam włosy w ręcznik i odczekałam aż włosy przeschną. Nie nakładałam odżywki ani maski, bo w to miejsce powędrowała domowa maska z awokado:
  •  1/2 świeżego (miękkiego) awokado
  •  1 łyżeczka miodu
  •  1 łyżeczka maski Romantica


 Awokado wraz ze wszystkimi składnikami maski wrzuciłam do blendera i przez kilka minut miksowałam na pełnych obrotach w wyniku czego otrzymałam piękną pastę w miętowym kolorze. Maskę nałożyłam na całe włosy oraz wtarłam w skalp, następnie nałożyłam foliowy czepek i zawinęłam wszystko w ręcznik. Maska ma dosyć tępą konsystencję, ale całkiem dobrze się ją rozprowadza. Wszystko zmyłam po 30 minutach i znów umyłam włosy, tym razem Isaną do rudych włosów. Na dosłownie minutę nałożyłam maskę biovax naturalne oleje, która trochę puszy mi włosy.

Niestety dzisiejsza pogoda nie pozwalała mi na zrobienie zdjęć bez wiatru przez co włosy brzydko się ułożyły, a mój ukochany T nie wpadł na pomysł poprawienia ich na kapturze :( Tak to jest niestety.

Kolor jest dokładnie taki jak na zdjęciu w naturalnym świetle, nawilżenie widać dopiero na kolejnym zdjęciu ;)










Drugie zdjęcie jest zrobione na kilka godzin po powrocie do domu.

Efekty po masce z awokado:
- włosy są bardzo ładnie dociążone i pomimo użycia maski biovax nie spuszyły się :)
- bardzo intensywne nawilżenie włosów
- włosy są wygładzone i sprężyste


Tak wyglądają obecnie moje końcóweczki. Wiem, że zdjęcie nie pokazuje dokładnie ich stanu, ale muszę przyznać, że i tak jest ok.



Mijają 3 tygodnie od farbowania, już myślę nad kolejną farbą! :)


Jak tam Wasza niedzielna pielęgnacja ? :)

Zapraszam:
Facebook RHC




wtorek, 10 lutego 2015

Domowy proteinowy spray do włosów- DIY

Cześć!


Do tego posta zbierałam się kilka ładnych tygodni. Testowałam, sprawdzałam czy produkt aby na pewno dobrze działa na włosach i czy im nie zaszkodzi. Mowa tu o mgiełce do włosów, którą wykonałam w domowym zaciszu przy użyciu:

  • wody destylowanej (ok 1/2 szklanki, może trochę mniej)
  • wody różanej (głównie dla zapachu, ale niewiele to dało) (ok 2-3 łyżek)
  • l-cysteiny (1/6 łyżeczki od herbaty)
  • hydrolatu keratyny (max 15 kropel)


Jak łatwo się domyśleć mieszanka potwornie śmierdzi. Jedynym dobrym pomysłem na aplikowanie jej jest po prostu wyjście na balkon, lub do pomieszczenia które łatwo i szybko można wywietrzyć. L-cysteina w połączeniu z keratyną i różami śmierdzi niesamowicie, więc i nasze włosy będą śmierdziały, ale jedynie do momentu umycia ich.

Po co i jak używać takiego sprayu ?

Przyrządziłam go głównie do spryskiwania nim włosów przed olejowaniem. To dobry sposób na jednoczesne potraktowanie włosów proteinami i emolientami. Mieszankę aplikuję na suche, czasami lekko zwilżone włosy, następnie nakładam olej. Spray raczej nie nadaje się do stosowania po umyciu, głównie przez to, że strasznie śmierdzi i nie sprawia, że włosy się lepiej rozczesują. Myślę, że jest to patent dla dziewczyn, których włosy nie przepadają za proteinami, bo reagują przesuszeniem, ale jednocześnie bardzo ich potrzebują.

Dlaczego mgiełka, a nie płukanka?
W 17 Niedzieli dla włosów możecie poczytać o efektach płukanki z l-cysteiną. Niestety pierwsze co przychodzi mi do głowy myśląc o l-cysteinie i keratynie to niestety smród. Płukanka z aminokwasem czyli z l-cysteiną daje na prawdę piękne efekty, ale jej zapach chodzi za mną przez 3-4 dni pomimo mycia włosów, spray jest łagodniejszy, jednocześnie dając łagodniejszy efekt, ale przynajmniej nie ma strachu, że przeproteinujemy włosy. Dodatkowo taką mgiełkę możemy dowolnie modyfikować, dodając półprodukty z którymi nasze włosy się lubią.

Jaki efekt?

Włosy "dostają" proteiny w powolnym procesie dzięki czemu nie są gwałtownie nimi traktowane- nie reagują przesuszeniem i łamliwością. Nie trzeba go codziennie stosować, wystarczy dwa, trzy razy w tygodniu, ale to wszystko zależy od stanu włosów. Ja spray aplikuję max 2 razy w tygodniu, więcej po prostu nie muszę. W pielęgnacji należy pamiętać o równowadze między emolientami, proteinami i humektantami, a proteinowy spray aplikowany pod olej jest skuteczny gdy chcemy dać naszym włosom odrobinę więcej protein niż np mamy w jakiejś masce. Jak dobrze wiecie moje włosy w połączeniu z proteinami nigdy nie dawały ciekawych rezultatów, często reagowały przeproteinowaniem- tutaj nie mam tego problemu. Włosy są odżywione bo zostały "nakarmione" proteinami i olejem jednocześnie. Oczywiście można stosować metodę z jajkiem i olejem, ale pamiętajmy, że jajko to prawdziwa bomba proteinowa i jeżeli nasze włosy są wrażliwe, wcale nie musi nam pomóc, a może zaszkodzić.

Przechowywanie:

Ja swój spray trzymam w starannie umytej buteleczce po mgiełce. Trzymam go w szufladzie aby nie narażać go na działanie słońca. Spray nie posiada konserwantu, więc myślę, że nie powinien stać dłużej niż 2 do 3 tygodni, lepiej robić mniej a częściej, niż potem go wylewać :)


LINKI:
Jak NIE przeproteinować włosów jajkiem
Przeproteinowanie po żelatynie



Zapraszam:
Facebook RHC



Lubicie domowe eksperymenty z półproduktami ? :)


niedziela, 8 lutego 2015

Niedziela dla włosów #24- maska z siemieniem lnianym

Cześć :)


Ostatnio wróciłam do siemienia lnianego. Właściwie bez konkretnego celu wsypałam do garnka 2 łyżki siemienia, zalałam wodą, doprowadziłam do wrzenia i wytworzenia się glutka. Tylko po to aby przelać go później do słoika i odstawić na 4 dni do lodówki. Sama nie wiem po co mi ten glut, siemię lniane to humektant którego unikam zimą, a teraz przyrządziłam sobie cały słoik... Raz lub dwa razy wtarłam gluta w skalp, nie wiem czy wcieranie wpływa jakoś na ich stan, jeżeli coś o tym wiecie koniecznie mi napiszcie ;) ale poza gluto-wcierką nie zrobiłam z nim nic. Wiem, że sporo dziewczyn chwali sobie nakładanie gluta na całą długość włosów, ale ja jakoś za tym nie przepadam, poza tym biorę udział w akcji Cykliczne olejowanie (olejowanie przed każdym myciem) więc olej, plus glut to dla mnie chyba za dużo.


Uznałam, że pora na przetestowanie maski z dodatkiem lnianego glutka. Postanowiłam przygotować mieszankę z:
- 1 łyżki miodowej maski Seri RECENZJA
- 1 łyżki siemienia lnianego






Wszystko starannie wymieszałam przy użyciu blendera i łyżeczki. Masa była dosyć płynna, ale nie wypływała spod czepka. Maskę nałożyłam na umyte włosy na ok 15 minut.




Zdjęcie w świetle naturalnym, ale nie słonecznym.

Minęły 2 tygodnie od ostatniego farbowania i prawdę mówiąc trochę zawiodłam się na tej farbie. Kolor szybko się wypłukuje, ale tego nie uniknę bo myję włosy codziennie i od tego nie odstąpię. Źle się czuję z włosami nieumytymi, poza tym nawet jeżeli mogę upiąć włosy i użyć suchego szamponu to bardzo nie lubię tego robić, bo po całym dniu chodzenia w  kucyku strasznie bolą mnie cebulki włosów :(

Wydaje mi się, że kolor wygląda jakby był naturalnym, ale fajnie by było jakby był bardziej intensywny. W ogóle jakoś nie podobają mi się moje włosy, są nawilżone, są zdrowe, mniej się rozdwajają i mniej wypadają, ale główny problem jest taki, że one strasznie wolno rosną. Wiem, że po 2 tygodniach od farbowanie nie mogę oczekiwać 5 cm przyrostu, ale serio męczy mnie już ta długość, ciągle ą takie same. Na prawdę liczę na dobre rezultaty akcji u Ewy  i po cichu mam nadzieję na 6 cm przyrostu, to i tak nie dużo zważając na to, że mam 4 miesiące :)




Co u Was? Jak niedziela dla włosów ? :)



Zapraszam:
Facebook RHC




czwartek, 5 lutego 2015

Tangle Teezer- Elite vs Compact

Hej :)


Od świąt mam przyjemność używać kolejnej szczotki TT tym razem wersji Elite, 1,5 roku używam również wersji kompaktowej i postanowiłam porównać ze sobą te dwie podobne, a jednocześnie bardzo różne szczotki. Zapraszam do czytania!


KLIKNIJ, aby powiększyć tabelę
Jak widać ja wybrałam "elitarną" szczotkę, której przyznałam więcej punktów. O wyborze zdecydowała głównie jej wielkość, która sprawia, że czesanie jest przyjemniejsze. Obie szczotki tak samo wspaniale masują skalp i obu przyznałabym za to 5 punktów, jednak tego w tabeli nie zamieszczałam, bo to nie jest aż tak istotne.

Pomimo, że na początku szczotka "nabłyszczała" włosy o czym możecie poczytać w TYM poście teraz nie zauważyłam takiego efektu. Wydaje mi się, że to widać jedynie na włosach bardzo mocno zniszczonych i matowych .

W internecie możemy przeczytać, że szczotka nadaje się do każdego rodzaju włosów- trochę się z tym nie zgadzam. Na początku przygody z TT miałam włosy na prawdę oporowo zniszczone i matowe. Miałam ogromny problem z puszeniem i plątaniem się włosów, szczotka faktycznie pomaga w rozczesaniu, ale nie jestem pewna czy wygładzała włosy. Myślę, że ta szczotka jest idealna pod każdym względem dla osób,które mają nisko lub średnioporowate włosy i które nie są aż tak problematyczne jak włosy wysokoporowate. Po 1,5 roku ząbki w wersji kompaktowej wcale tak gładko i lekko nie suną po włosach i niestety trochę je rwą. Obecnie noszę ją w torebce, ale chętniej używam wersji elite.


Której szczotki najchętniej używacie ? Macie swojego ulubieńca ? :)


Zapraszam:
Facebook RHC










EDYTUJĘ:




niedziela, 1 lutego 2015

Niedziela dla włosów #23- Romantic z Alterrą

Cześć :)




Piękna niedziela skłoniła mnie do wyjścia na świeże powietrze. Spacer w słońcu zaowocował nie tylko dotleniem się, ale również kilkoma zdjęciami włosów, które zrobił mi mój cierpliwy T (kochany jest <3 ).

W sobotni wieczór nałożyłam na włosy na prawdę sporo, bo użyłam mieszanki: Isana kuracja z olejkiem arganowym + ok 1 łyżeczki oleju z orzechów włoskich + 2 pompki olejku Alterra papaja i marakuja.

Rano umyłam skalp przy użyciu szamponu Bobini, następnie użyłam Isany do włosów rudych. Odcisnęłam wodę z włosów i nałożyłam na nie wygładzającą maskę Romantic tuningowaną olejkiem Alterra. Ta maska zawiera alkohol izopropylowy, który lubi wysuszać, więc uznałam, że będę ją mieszać z olejkami. Maskę trzymałam na włosach 15 minut, następnie spłukałam je chłodną wodą. Na końcówki nałożyłam Isanę z olejkiem arganowym (o dziwo nie obciążyła włosów!) i jedwab Natura Silk.

Dziś mija tydzień od farbowania.





Włosy są rozwiane, ale o to mi właśnie chodziło. Wydaje mi się, że wtedy wyglądają na prawdę ładnie i ciekawie odbijają światło :)

Jak minęły Wam włosowe niedziele ?

Zapraszam:
Facebook RHC
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blogger Gadgets