Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez mojej zgody jest bezwzględnie zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich. Naruszenie regulaminu będzie skutkowało konsekwencjami prawnymi! Podstawa prawna: Dz. U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 nr 43 poz. 170.

piątek, 30 października 2015

Październikowa aktualizacja włosowa

Cześć!


Bardzo, bardzo dawno nie było aktualizacji włosowej, ale w ciągu ostatnich tygodni zaszło sporo zmian więc postanowiłam się tym podzielić ;)


Mycie:
  • Barwa Naturalna żurawinowa i lniana
  • Barwa Ziołowa pokrzywowa


Maski:
  • Kallos Cherry
  • Kallor Blueberry 
  • Seri maska z olejem arganowym
  • Nivea Long Repair- odżywka


Dodatkowo:
  • płukanka z l-cysteiną
  • mocznik
  • aloes zatężony 10krotnie
  • mleczko pszczele
  • olej lniany
  • olej musztardowy
  • oliwa z oliwek

Zabezpieczanie końcówek:
  • Olejek do końcówek Isana


Henna:

  • Ok 25 września nałożyłam na włosy hennę Khadi z amlą i jatrophą

Cięcie:

  • 7 września obcięłam wszystkie zniszczenia z tyłu i prawie wszystkie zniszczenia z przodu- tutaj moje włosy bardzo szybko się niszczą i jeszcze nie ogarnęłam dlaczego. Zabezpieczam je tak samo jak resztę, upinam do snu, olejuję, nadal się niszczą.

Włosy nabrały ładnego, głębokiego, rudego koloru. Odrost jest delikatnie ciemniejszy, ale nie rzuca się to w oczy. Za jakiś czas znów będę hennować włosy, kupiłam już niezbędne produkty. Tym razem planuję odrobinę zmodyfikować mieszankę, ale o tym napiszę w odrębnym poście. 


Na zdjęciu włosy są niedomyte, gdyż nałożyłam na nie naftę kosmetyczną (pierwszy raz od roku), której nie potrafiłam domyć, upięte według mnie nie wyglądają źle. Cięcie bardzo dobrze im zrobiło, włosy są zdrowe, ale nadal lekko suche na długości- taka ich natura. 






Jak Wasze włoski w październiku?



czwartek, 29 października 2015

Meet Beauty- relacja ze spotkania

Hej wszystkim!


Meet Beauty to pierwsze w Polsce konferencja przeznaczona dla blogerów oraz vlogerów z kategorii urodowej. Byłam niesamowicie uradowana gdy dostałam maila z informacją o tym, że moje zgłoszenie przeszło dalej i jadę! Bilet kupiłam tego samego dnia (do Warszawy dojechałam za 8 zeta!!!) a już miesiąc później byłam spakowana! Pojechałam oczywiście pod opieką swojego chłopaka, bez którego zginęłabym już pod Pałacem Kultury i Nauki...


Po dojeździe do stolicy...
Prawie zabłądziliśmy bo nie dość, że była 7:30, my byliśmy w drodze od 3 godzin to bardzo się śpieszyliśmy, bo ja musiałam się przygotować do konferencji! Moim makijażowym rajem okazała się łazienka w Arkadii (pozdrawiam wszystkie panie, które podziwiały moją armię kosmetyków rozłożoną na zlewie) w której musiałam się również przebrać oraz ułożyć włosy ;D


Na Młocińskiej...
Jak się okazało miejsce konferencji znajdowało się dosłownie dwa kroki od Arkadii dzięki czemu moja fryzura w stanie nienaruszonym wytrwała przez cały dzień! Pierwsze wrażenie? Woow, ile ludzi! Widziałam kilka znajomych twarzy jednak jestem dosyć nieśmiała i do nikogo nie podeszłam. Tutaj muszę serdecznie podziękować Natalce autorki bloga ELFNACZI, która kilka dni wcześniej napisałam do mnie na fb i z którą spędziłam praktycznie cały dzień! Całusy również dla właścicielki najcudowniejszych rudości pod słońcem- Agnieszki! <3

Uff, nazwisko bez błędów! Pozdro dla Natalki, której nazwisko w ogóle nie przypominało jej nazwiska xD

Pora na wykłady...
Oczywiście bardzo chciałam być na wszystkich wykładach, byłam na dwóch... Pierwszy wykład był poświęcony tematyce fotografii, dowiedziałam się masę ciekawych rzeczy, które na pewno wykorzystam. Kolejny wykład poruszał temat kolorystyki oraz identyfikacji wizualnej bloga. Po tym wykładzie wybrałyśmy się na "zwiedzanie" stoisk oraz lepsze zapoznanie się.

A potem warsztaty...
Pomimo, że mój blog bazuje na pielęgnacji włosów postanowiłam, że skoro już będę na tej konferencji to wykorzystam ją w pełni i wybiorę się na warsztaty zarówno włosowe jak i makijażowe. Pierwsze były włosowe- byłam pod dużym wrażeniem efektów jakie ujrzałam po prezentacji urządzeń Remington, jednak liczyłam na to, że dowiem się czegoś innowacyjnego o pielęgnacji włosów. Tutaj niestety się zawiodłam ponieważ "warsztaty" opierały się głównie na reklamie suszarki, prostownicy oraz lokówki Remington.

Warsztaty makijażowe były prowadzone przez przedstawicielki Pierre Rene, bardzo sympatyczne panie, które wyraźnie denerwowały się swoim wystąpieniem ;D Podczas warsztatów przedstawiły nam historię oraz nowości marki, wykonały również delikatny makijaż na jednej z uczestniczek spotkania. Do tej pory z marką Pierre Rene miałam bardzo niewiele wspólnego, a wszystko za sprawą najpopularniejszego tuszu do rzęs, który mnie niestety uczulił. Bardzo podobało mi się, że mogłyśmy oglądać wszystkie produkty, dotykać ich, testować na sobie- za to bardzo duży plus!




Stoiska!
Raj dla wszystkich którzy lubię "pomacać" produkty, porozmawiać z osobami które znają się na rzeczy i są po prostu specjalnie dla nas! Do naszej dyspozycji było pięć stoisk z czego ja byłam tylko przy dwóch. Najpierw stanęłam w bardzo długiej kolejce na badanie skóry głowy podczas, którego doznałam totalnego szoku bo dowiedziałam się, że mam włosy gęste oraz grube! Pani konsultantka z firmy Pilomax pokazała mi że z jednej cebulki wyrastają nawet 3 włosy! Do pielęgnacji dostałam szampon oraz maskę ;)

Kolejnym stoiskiem jakie odwiedziłam było Golden Rose- uwielbiam! Ostatnio jestem całkowicie zakochana w szminkach oraz konturówkach więc chętnie podeszłam do stoiska. Stałam w kolejce 20 minut, a na większość zadanych mi pytań odpowiadała dziewczyna stojąca za mną, która na starcie powiedziała, że pisała do nich w sprawie współpracy (w tym momencie pani konsultantka bardzo się spięła) Nie oczekiwałam "wywiadu", ale to nie było sympatyczne. Podeszłam również do szafy z kosmetykami przy której zdecydowałam się na jedną z kredek Matt Lipstick Crayon nr 17 ;D Bardzo miła pani makijażystka umalowała mnie ową szminką w której się całkowicie zakochałam ;D

A oto co przywiozłam do domu!









Ogólnie podsumowując całe sobotnie wydarzenie muszę powiedzieć, że jestem bardzo, bardzo zadowolona ze spotkania! Poznałam kilka dziewczyn, których blogi śledziłam, miałam szansę zamienić z nimi kilka słów, a nawet zrobić sobie zdjęcie. Nie zależało mi na darmowych kosmetykach, raczej martwiłam się, że dostanę tego za dużo i nie będę miała na to miejsce w walizce ;D Atmosfera była rewelacyjna! Oby więcej takich spotkań ;)




czwartek, 15 października 2015

Kallos Cherry maska emolientowa- recenzja


Cześć!

Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią o kolejnej z masek Kallos, a mianowicie Cherry. Maskę testowałam przez całe wakacje i niedawno ją zdenkowałam :)





Cena:
+/- 10 zł za 1 litr

Skład:

Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Prunus Avium Seed Oil, Parfum, Citric Acid,Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone

Opinia producenta:
"Kondycjonująca maska do włosów z olejem z pestek czereśni. Maska w kremie o delikatnej teksturze do mocno zniszczonych włosów. Po zastosowaniu włosy staja się odżywione lśniące, aksamitne i miękkie."

Moja opinia:
Maskę kupujemy w standardowym, mało poręcznym słoiku. Maska ma praktycznie tę samą konsystencję co inne Kallosy. Zapach bardzo przyjemny i co ważne utrzymujący się na włosach.
Przechodząc do samego działania maski, chciałabym powiedzieć, że maska jest rewelacyjna, jednak niestety tak nie jest. Nawilżała całkiem okej, ułatwia rozczesywanie, ale świetnych efektów nie zauważyłam. Ostatnio sporo produktów Kallos porównuję do Kallos Omega i niestety Cherry wypada przy tym dosyć blado. Maska nie ujarzmia końcówek i niestety nie wygładza włosów. Pasma nie są lejące się, za to ładnie błyszczą. Bardzo dobrze sprawdzała się nakładana na olej, dawała piękne nawilżenie, ale głównie przez obecność oleju.
Jest fajna do tuningowania, ale oczekiwałam, że solo też się sprawdzi- zawiodłam się niestety.


Niedługo denko Kallos Blueberry- czekajcie na recenzję! :D

Recenzje Kallosów:
Omega
Algae
Banana
Silk
Porównanie masek 

niedziela, 11 października 2015

Niedziela dla włosów #48- miód

Cześć!


Dzisiejsza niedziela jest zrobiona lekko "na odwal". Zimny wiatr źle wpływa na moje włosy, a zdjęcia zrobiłam dopiero po zachodzie słońca i w ogóle wyglądają jakoś nieciekawie.



W sobotę naolejowałam włosy olejem lnianym, w niedzielę umyłam je przy użyciu szamponu pokrzywowego Barwa Ziołowa. Na włosy nałożyłam mieszankę maski Kallos Blueberry z łyżeczką miodu. Maskę trzymałam na włosach max 15 minut, potem spłukałam ją zimną wodą. Końcówki zabezpieczyłam olejkiem z Isany.


To zdjęcie bardzo dobrze pokazuje mój obecny kolor włosów, który wypłukał się szybciej niż myślałam. Prawdę mówiąc miałam nadzieję, że kolorek będzie ze mną przez jakieś 5-6 tygodni, obecnie mijają 3 tygodnie od hennowania i kolor trochę wypłowiał. Nie wiem jeszcze co z tym zrobię, paczka henny kosztuje 30 zł + zamówienie= +/- 40 zł co nie jest ciekawym wydatkiem, który chcę ponosić co 3-4 tygodnie. Myślę, że do odświeżenia koloru użyję henny Eld, która jest dużo tańsza, niestety gorszej jakości. Kolejne hennowanie Khadi będzie za ok miesiąc.



Co do stanu włosów, to jest fajnie, szału nie ma, włosy są miękkie, gładkie i nawilżone, jednak od jakiegoś czasu nie widzę "efektu wow", który kiedyś często mi towarzyszył. Być może jest to związane ze spadającą poratością i włosy nie reagują już tak świetnie na wszelkie nowości- po prostu się nie zmieniają. Postaram się to rozkminić :D


Jak Wasze niedzielne włosy? :))

piątek, 9 października 2015

Półprodukty kosmetyczne, których używam w pielęgnacji włosów

Cześć!


Już prawie od roku interesuję się półproduktami kosmetycznymi, którymi tuninguję maski, szampony oraz z których robię płukanki. Postanowiłam podzielić się z Wami moim malutkim zbiorem półproduktów, których systematycznie używam do pielęgnacji włosów :)




L-cysteina



Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! L-cysteinę wrzuciłam do koszyka tylko dlatego, że "musiałam jeszcze coś sobie kupić", nie bardzo wiedziałam jakie jest jej działanie, a już tym bardziej nie wiedziałam jak obrzydliwie śmierdzi. L-cysteina to aminokwas dobrze rozpuszczalny w wodzie, nadaje włosom idealne wygładzenie i oczywiście zasłużyła na oddzielny post - KLIK. O tym jak l-cysteina zachowuje się na moich włosach przeczytacie TUTAJ i TUTAJ

Aloes zatężony 10-krotnie



Aloes zakupiłam do płukanki z l-cysteiną, ale stosowałam go także jako tuning masek. Świetnie nawilża i uelastycznia włosy. Po aloesie włosy są jakby bardziej proste (pewnie tylko ja to zauważyłam) i trochę sztywniejsze. W moim przypadku więcej niż 10 kropel na maskę puszy włosy. Aloes jest humektantem więc nic dziwnego, że w nadmiarze może spuszyć włosy ;)

Mleczko pszczele


Jest to półprodukt, który zawiera sporo protein dlatego używam go z głową, czyli bardzo sporadycznie. Moje włosy średnio lubią proteiny, dlatego mleczko najczęściej dodaję do mocno emolientowej maski, czasami też mieszam maskę z olejem i dodaję mleczka. Maska tuningowana mleczkiem ładnie nabłyszcza włosy, wygładza i nawilża.



Keratyna hydrolizowana



Keratyna buduje nasze włosy więc jest jest jak najbardziej polecana. Bardzo lubię dodawać ją do masek (z umiarem, łatwo o przeproteinowanie), rzadziej do płukanek. Keratyna delikatnie pogrubia włosy, ale jest to efekt utrzymujący się do kolejnego mycia, nabłyszcza je oraz podbija skręt, fale lub cokolwiek innego co wychodzi nam na włosach :D

Spirulina sproszkowana



Produkt, którego nie mogłam się doczekać i oczekiwałam od niego niesamowitych efektów. Niewiele się pomyliłam :) Jedynym minusem spiruliny jest to, że wszystko jest po niej brudne (trochę jak po peelingu kawowym). Spirulina nadaje objętości, prostuje i usztywnia włosy, niestety ich nie nabłyszcza, a wręcz odwrotnie. Po spirulinie włosy są odrobinę matowe, ale wybaczam jej to za efekt pogrubionych, gęstych i uniesionych włosów.

Mocznik


Mój ideał jeśli chodzi o łagodzenie podrażnień skóry głowy. Mocznik dodany do szamponu niesamowicie nawilża skórę głowy, łagodzi podrażnienia i uspakaja stany zapalne. Polecam każdemu! Dodawany do maski bardzo dobrze nawilża włosy, które nie tracą owego nawilżenia nawet następnego dnia. Pamiętajmy o poprawnym stężeniu mocznika, dla zainteresowanych KLIK

D-pantenol



Ten półprodukt również dodaję do płukanki, rzadziej do maski czy szamponu. D-panthenol nawilża włosy i ujarzmia końcówki. Bardzo polecany do włosów suchych i zniszczonych. Uwielbiam go w płukance l-cysteinowej, do masek wolę dodawać półprodukty wyżej wymienione :)



Używacie półproduktów w pielęgnacji włosów? Jeżeli tak, to podzielcie się tym w komentarzach! :)


niedziela, 4 października 2015

Niedziela dla włosów #47- olej kokosowy BEZ PUCHU!!!

Cześć!


Olej kokosowy jest powszechnie znanym olejem w pielęgnacji każdego zakamarka naszego ciała, sama od kilku tygodni używam go do nawilżenia skóry i jestem niesamowicie zaskoczona. Jeżeli chcecie poczytać o olejowej pielęgnacji dajcie znać w komentarzach :)


Jak wszyscy dotąd wiedzieli olej kokosowy nie nadaje się do włosów wysokoporowatych, najlepiej sprawdza się na niskoporowatkach. Od cięcia (które miało miejsce prawie miesiąc temu) moje włosy delikatnie zmieniły porowatość na średnią i chciałam się przekonać jak kokos wpłynie na ich stan.


W sobotni wieczór naolejowałam włosy olejem kokosowym KTC, który zmyłam dopiero w niedzielny poranek. Do mycia skóry głowy użyłam szamponu pokrzywowego Barwa Ziołowa, do którego dodałam odrobinę mocznika, który łagodzi podrażnienia, które ostatnio miewam na skalpie. Na długość włosów nałożyłam maskę Kallos Blueberry, która domyła olej. Włosy odsączyłam w ręcznik, w wilgotne końce wtarłam olejek Isana, który jest bogaty w silikony, a w skalp wtarłam wcierkę, która jest prezentem od Agnieszki ( YouTube, Blog, Facebook). Wcierka zawiera w sobie ekstrakt z chrzanu, majeranku i jałowca i okropnie cuchnie. Jest to smrodek tak nieznośny, że l-cysteina pachnie przy tym jak najcudowniejsze kwiaty. Jak ją zużyję na pewno ją zrecenzuję :)


Włosy wyglądają tak:




Serio nie wiem jak to się stało, bo nastawiałam się na totalny puch! Na pewno spróbuję nałożyć kokosa jeszcze nie raz, muszę sprawdzić czy to przypadek czy faktycznie moje włosy się zmieniają... :)

sobota, 3 października 2015

Trzy miesiące suplementacji Merz Spezial- moja opinia o tabletkach


Cześć!



Wraz z końcem września upłynęły 3 miesiące mojej suplementacji tabletkami Merz Spezial. Celem przyjmowania tabletek jest wzmocnienie paznokci, włosów oraz poprawa wyglądu skóry. Jak stosowałam pigułki i jakie efekty osiągnęłam przeczytacie poniżej!




Stosowanie

Tabletki przyjmuje się dwa razy dziennie po jednej pastylce. Ja jednorazowo łykałam dwie tableteczki, nie chciałam o nich zapominać (co oczywiście zdarzało się parę razy). Czasami przyjmowałam je na czczo, czasami po posiłku. Niezależnie od pory przyjmowania tabletki nie podrażniały żołądka, za co ogromny plus :)


Włosy

Nie ukrywam, że najbardziej zależało mi na włosowych efektach! No i nie zawiodłam się! Włosy rosły szybciej o ok 0,5-1cm miesięcznie! Efekt super, bo jak już nieraz pisałam, moje włosy rosną wolno, dodatkowe milimetry bardzo mnie cieszyły :) Na mojej głowie pojawiło się również bardzo dużo baby hair, które chowają się pod grzywką, za uszami i nad karkiem <3 Bardzo mnie to pociesza, gdyż przez okres wiosny włosy wypadały mi garściami. Merz Spezial niestety nie zahamował wypadania, ale trochę je zmniejszył. Dodam jeszcze, że przez okres wakacji nie używałam wcierek, sporadycznie (max raz w tygodniu) nakładałam na skalp olej rycynowy lub musztardowy. Niestety MS tak jak inne suplementy, drożdże i zioła przyśpiesza porost włosów na nogach pod pachami i okolicach bikini :(


Skóra

Tutaj nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Na stan cery nie był zły. Obecnie (czyt. ciągle) mam zaskórniki i zapchane pory, jednak nie miałam dużych wykwitów czy stanów zapalnych. Największym problemem były blizny w okolicach żuchwy, brody i na kościach policzkowych. Nie są to blizny po samym trądziki, ale po niepoprawnej walce z nim czyli wyciskaniu. Blizny nie były głębokie, ale przebarwione i wyglądały nieestetycznie. Po 3 miesiącach suplementacji zauważyłam dużą poprawę, przebarwienia prawie całkowicie zniknęły! Byłam w szoku, bo oprócz kremu/ oleju kokosowego nie stosowałam do twarzy nic. Jestem pod wrażeniem. MS nie zmniejszył ilości zaskórników ani zapchanych porów, ale nie oczekiwałam tego. Obecnie stosuję korund kosmetyczny i mam nadzieję uporać się z niedoskonałościami!


Paznokcie

Zacznę do tego, że moje paznokcie są okropne. Mają brzydki kształt, płytka paznokcia jest szeroka i krótka, a sam paznokieć bardzo delikatny, kruchy i niestety podatny na ułamania. Łamią się w bardzo bolesny sposób, a mianowicie przy samym "mięsie". Nigdy nie złamał mi się sam czubek paznokcia, zawsze łamie mi się niemalże do krwi. Po pierwszym miesiącu przyjmowania tabletek zauważyłam, że paznokcie szybciej rosną. Nie były supermocne, ale rosły szybko. Ładnie wypiłowałam je na kształt a'la migdałek, pomalowałam odżywką Golden Rose Black Diamond i w zasadzie tak je zostawiłam. Suplementacja MS trwała, a moje paznokcie się nie łamały! Złamał mi się raz jeden paznokieć, ale to za sprawą mojej pracy. Przez 3 miesiące cieszyłam się pięknymi, dosyć długimi jak na mnie paznokciami, które w ogóle się nie łamały, nie rozdwajały i nie pękały. Aż do pewnego momentu gdy biorąc laptopa w ręce zaczepiłam paznokciem o wejście USB (!!!). Paznokieć złamał się tak okropnie, że ścięcie go kosztowało mnie wiele łez i to nie z powodu bólu, a z samego żalu, bo nie zdążyłam zrobić zdjęć :( Do tej pory byłam bardzo zadowolona ze stanu paznokci, ale po incydencie z laptopem musiałam wszystkie ściąć.





Podsumowując

Jestem zadowolona z suplementacji, na początku trochę denerwowało mnie to, że muszę pamiętać o tabletkach, jednak z czasem się przyzwyczaiłam. Jak pisałam wyżej, tabletki świetnie działają zarówno, na skórę, włosy oraz paznokcie. Wiadomo, nie są to tabletki cud, które całkowicie zahamują wypadanie włosów,  a paznokcie będą rosły jak szalone, ale z efektów jestem na prawdę zadowolona bo nie spodziewałam się, że tak fajnie zadziałają na mój organizm. Nie wiem, jakie będą efekty, po odstawieniu tabletek, podejrzewam, że niestety wszystko dobre co zrobiło MS cofnie się i wszystko będzie jak przed kuracją. Bardzo cieszę się, że mogłam je przetestować. Polecam je każdemu. Chyba, w którymś poście pisałam, że miesięczna kuracja kosztuje ok 60 zł, co wydawało mi się dosyć dużo, jednak po 3 miesiącach myślę, że mogłabym tyle wydać na jedno opakowanie tabletek. Biorąc pod uwagę to ile pieniędzy wydałabym na kilka różnych produktów, które miałby zrobić to co zrobiły tabletki, wydałabym pewnie tyle samo, albo i więcej.


Tutaj więcej szczegółów takich jak skład i słowa producenta.
Tutaj przeczytacie o efektach, które zauważyłam w połowie stosowania suplementu.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blogger Gadgets