Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez mojej zgody jest bezwzględnie zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich. Naruszenie regulaminu będzie skutkowało konsekwencjami prawnymi! Podstawa prawna: Dz. U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 nr 43 poz. 170.

środa, 14 grudnia 2016

Blogmas #2 Pomysły na prezenty

Hej!




Już tylko dziesięć dni do ukochanych świąt! Uwielbiam kupować prezenty dla bliskich! Dzisiaj przedstawiam Wam krótką listę praktycznych prezentów, które każdemu przyniosą radość :)






1. Koc
Ciepły, puchaty, miły w dotyku zawsze jest przydatny! Grubszy może służyć za narzutę na łóżko albo po prostu do otulania nas w zimowe wieczory. Jeżeli decydujemy się na koc, który może być używany jako narzuta warto zwrócić uwagę na rozmiar łóżka. Powyższy koc pochodzi ze sklepu Jysk.

2. Poduszki
Wybór poduszek jest ogromny! Duże, mniejsze, bardziej puchate i mniej, pole do popisu mamy na prawdę duże. Osobiście uważam, że najlepiej jest dawać białe, gładkie poduszki do których obdarowana osoba będzie mogła dokupić poszewki takie jakie będą pasować do wystroju. Jeżeli wiemy, że obdarowywany ma dużo poduszek możemy zdecydować się na same poszewki :)

3. Termoforek
Nie wyobrażam sobie zimy bez gorącego termofora. Sama kiedyś zakupiłam taki na prezent i był to strzał w dziesiątkę! Przydaje się nie tylko do ogrzania zmarzniętych nóg czy rąk, ale także przy bólach brzucha po świątecznym obżarstwie.

4. Kubek termiczny
Praktyczny i pożyteczny kubek przyda się każdemu! Z ciekawym motywem, w sweterku, z uszkiem lub bez- wybór jest duży. Kubek termiczny to prezent zarówno dla faceta jak i dla dziewczyny! Warto zwrócić uwagę na to, czy kubek nie przecieka, niestety te tańsze wersje często nie są idealnie szczelne.

5.Czapka
Za oknem śnieg i mróz, a w kapturze nie jest tak ciepło? Czapka to świetny podarunek dla obu płci, nikt nie lubi marznąć! Czapka to dobry prezent dla włosomaniaczki- każda szanująca się włosomaniaczka nosi czapkę, bo włosy nie lubią zimna! :)


niedziela, 4 grudnia 2016

Blogmas#1- choinka z szyszek

Cześć Wam! :)





Kocham Święta! Uwielbiam śnieg, blask choinkowych lampek i oczywiście dekoracje! Od kilku lat pogoda płata nam figle i nie możemy się cieszyć pięknym, białym puchem ani siarczystym mrozem, więc postanowiłam wprowadzić się w świąteczny nastrój już teraz. Na pierwszy ogień idzie choinka, która przez cały rok będzie wyglądać cudownie!

Do przygotowania choinki potrzebujemy:

  • brystol (lub stożek styropianowy)
  • szyszki (bardzo dużo!)
  • pistolet do kleju na gorąco + kilkanaście wkładów 
  • farba w spreju (kolor dowolny, ja zdecydowałam się na biały sprej)
  • lampki świąteczne i przeróżne dekoracje choinkowe 
Zaczynamy od przygotowania podłoża, ja wykorzystałam starą tapetę aby uchronić dywan przed zabrudzeniami.  Bazą choinki jest stożek- tutaj nikt nie powinien mieć problemów, matematykę każdy miał, a jak nie to TUTAJ jest najprostsza instrukcja :)

Rozgrzanym klejem przyklejamy szyszki do stożka- ostrożnie łatwo jest się oparzyć! Jeżeli nie mamy dużej ilości szyszek należy zacząć od góry, gdy zabraknie szyszek dół stożka możemy uciąć jednocześnie skracając choinkę.




Gdy przykleimy wszystkie szyszki pora zabrać się za dekorowanie. Tutaj dowolność! Choinkę możemy pozostawić w naturalnych kolorach, ja zdecydowałam się na biały sprej. Nie chciałam uzyskać pełnego krycia więc nałożyłam jedną cienką warstwę, dzięki temu choineczka wygląda jak opruszona śniegiem! Farba szybko schnie więc już po kilku minutach mogłam przejść do dekorowania! Na mojej choince wylądowały mini jabłuszka z nieznanego mi drzewa, kokardki, koraliki oraz oczywiście lampki! Choinka do pokoju rodziców była bardzo minimalistyczna, w moim pokoju stoi mniejsza i bogatsza- dołożyłam złoty łańcuch :)




Jeszcze nigdy w moim domu choinka nie stała tak wcześnie, ale nie mogłam się oprzeć!

 Minimalistyczna choinka do salonu





I wersja bardziej na bogato :)




środa, 30 listopada 2016

Henna kontra chemiczna farba- co wybrać?

Cześć!


Przez kilka lat moim włosom towarzyszyły chemiczne, drogeryjne farby do włosów. Miałam kilka zetknięć z farbami fryzjerskimi jednak nie wiem na ich temat aż tak dużo aby skupiać się właśnie na nich. Sięgałam zarówno po te bardzo tanie jak i te odrobinę droższe produkty i mam na ich temat dosyć konkretne zdanie. Od ponad roku hennuję włosy i po systematycznym stosowaniu tego produktu widzę wyraźne różnice. Jakie wyciągnęłam wnioski? Zapraszam do czytania!



Gdy chcemy poeksperymentować!

Nie możemy zdecydować się na konkretny kolor, dziś chcemy mieć włosy rude, jutro czerwone, a za miesiąc czarne? Nie ma sprawy! Drogeryjne farby prawie zawsze dają nam satysfakcję kolorystyczną (pomijam blondy), zdarza się, że kolor odrobinę różni się od obiecanego przez producenta, ale z autopsji wiem, że farbując drogeryjnymi produktami mamy większą szansę na dopasowanie koloru. Jeżeli lubimy często zmieniać kolor włosów polecam sięgnąć po farby- dużo łatwiej jest wypłukać z włosów farbę niż hennę (farba sama w sobie wypłukuje się szybciej). Nawet jeżeli chcemy rozjaśnić włosy nie jest to problem- rozjaśniacze są ogólnodostępne oraz w każdy fryzjer jest w stanie przeprowadzić dekoloryzację. Henna wżera się we włosy jak szalona i jestem pewna, że gdybym chciała teraz mieć włosy w innym kolorze to jedyny kolor jaki wchodzi w grę to brąz i czarny, bo jaśniejszego koloru (blondu) henną niestety nie uzyskam.


Gdy lubimy trójwymiarowość! 

Zdecydowanie henna! Prawdopodobnie każda z dziewczyn, która hennuje włosy na rudo i rudo-podobne kolory przyzna, że nie da się osiągnąć idealnie równego koloru na całych włosach ponieważ henna się nadbudowuje i nie rozjaśnia. Im jest więcej henny tym kolor jest głębszy i jednocześnie trochę ciemniejszy. Właśnie za taki efekt uwielbiam hennę! Zwłaszcza pięknie wygląda to na włosach falowanych, kręconych gdzie kolory się przenikają. Dzięki trójwymiarowości kolor wydaje się bardziej naturalny i pięknie odbija światło! Farba daje nam bardziej płaski efekt, zazwyczaj kolor jest równomierny na całej długości.


Mamy mało czasu!

Tutaj bez dwóch zdań spisze się farba. Szeroka paleta barw, różnorodność cenowa i oczywiście łatwość aplikacji zdecydowanie działa na plus farb chemicznych. Drogeryjną farbę trzymamy na włosach stosunkowo krótko i nie musimy czekać dwa dni na kolejne mycie jak w przypadku henny :D Hennę trzymamy na włosach co najmniej godzinę (u mnie to są 3 h, po godzinie nie ma żadnego efektu), co nie każdemu może odpowiadać.


Zależy nam na kondycji włosów!

Nie twierdzę, że nie można mieć zdrowych włosów farbując je chemicznymi farbami, jednak po latach doświadczeń muszę stwierdzić, że henna zdecydowanie pozytywnie wpływa na kondycję włosów. Jedyną szkodą jaką może zrobić nam henna jest przesuszenie, które łatwo zniwelować dodając do henny maskę lub żel z siemienia lnianego. Kilka dni po hennowaniu śmiało możemy nakładać oleje, które w krótkim czasie przywrócą nawilżenie włosom. Włosy tuż po farbowaniu chemicznym wydają się być w super kondycji, jednak po kilku myciach możemy zobaczyć jak wysuszone są końcówki, które bardzo ciężko jest doprowadzić do stanu normalności.


Nie lubimy zajmować się włosami!

Czyli nie chcemy jeździć po całym mieście lub przeszukiwać internetow w celu znalezienia henny w najlepszej cenie. Ceny fab wahają się od 8 zł w górę, są dostępne praktycznie wszędzie- w drogeriach, małych sklepikach kosmetycznych, hipermarketach. Jeżeli nie potrafimy dobrać koloru, nałożyć farby albo po prostu nie lubimy robić czegokolwiek przy włosach wystarczy udać się do fryzjerki! Dla leniuszków henna raczej się nie sprawdzi, bo na to na pawdę trzeba poświęcić trochę czasu.


Na co się decydujecie? Podzielcie się swoimi opiniami o wyżej wymienionych produktach! :)




piątek, 18 listopada 2016

Najświeższe hennowanie

Hej!


Przychodzę dziś do Was z efektami ostatniego hennowania. Od ponad roku wybieram hennę Khadi w kolorze Red z której jestem na prawdę zadowolona :)

Jak wiadomo henna nabudowana na włosach mocno ciemnieje, taki efekt zupełnie mi się nie podoba, zdecydowanie wolę intensywnie rudy kolor więc postanowiłam, że hennę zaleję naparem z nagietka.
Koszyczek nagietka (do kupienia w sklepach zielarskich i aptekach) po zaparzeniu ma żółty kolor i miałam nadzieję, że uzyskam jaśniejszy odcień. Odrost pokryłam farbą Chantal w kolorze Koniak.


Do przygotowania mieszanki potrzeba:

  • 50g henny Khadi Red
  • 1 łyżki miodowej maski Seri
  • 1 łyżki gęstego żelu lnianego
  • 1 łyżeczki miodu 
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • zaparzony nagietek- na oko
Hennę nałożyłam na całe włosy w dość dużej ilości, delikatne masowanie skalpu zadziałało jak peeling. Na głowę nałożyłam czapkę i ręcznik, po trzech godzinach zmyłam wszystko z włosów nie używając już żadnego detergentu. 



Oczywiście, standardowo zdjęcie robione nawet w naturalnym świetle nie oddaje tego jak faktycznie wygląda kolor, na żywo jest odrobinę ciemniejszy. Włosy są jeszcze trochę przesuszone, ale myślę, że góra za 2-3 mycia wszystko wróci do normy ;) Lekki puch jest spowodowany suszeniem włosów, nie miałam niestety czasu na czekanie aż włosy wyschną.

Kocham efekt jaki daje henna! Włosy są dużo grubsze, co prawda przesuszenia nie uniknę, ale mimo wszystko nie odejdę od hennowania na najbliższe lata :)


sobota, 12 listopada 2016

Jesienna pielęgnacja włosów

Hej!


Jak pisałam Wam w ostatnim poście, moje włosy przez wakacje przeszły niezły armagedon- rozjaśnione słońcem, często ciasno wiązane musiały zostać podcięte. Samo usunięcie zniszczeń mnie nie zadowoliło i postanowiłam zmienić swoją pielęgnację.


Oczyszczanie



Bardzo lubię szampony głęboko oczyszczające i głównie na takich opieram pielęgnację skóry głowy. Włosy mam myte ok 6/7 dni w tygodniu i do każdego mycia używam estońskiego szamponu na bazie korzenia z mydlnicy lekarskiej. Szampon ten przeznaczony jest od włosów suchych i zniszczonych. Produkt dobrze oczyszcza włosy, nie plącze ich, zostawia takie jak lubię- lekko tępe :D Dodam jeszcze, że myję nim samą skórę głowy, jeszcze włosów jest myta spływającą pianą oraz maską.

Skład:
aqua, sodium laueth sulfate, sodium chloride cocamide dea, cocamidopropyl betaine, saponaria officinalis root extract, mel, panax ginseng root extract, styrene/acrylates copolymer, coco-glucoside, polyquaternium 7, citric acid, parfum, methylchloroisothiazolinone, methylisothiazolinone, hexyl cinnamal, benzyl salicylate


Olejowanie



W czasie wakacji moje włosy o dziwo lubiły olej kokosowy, jednak jesienną porą zaczęły się dosyć mocno puszyć i postanowiłam sięgnąć po olej, który niegdyś gościł na moich włosach niemalże codziennie. Olej lniany, to mój faworyt wśród olejów i będę go polecać zawsze i wszędzie! Jest idealny do włosów wysokoporowatych, zniszczonych i suchych- moje są suche z natury i trochę również od henny więc wspaniale wpasował się w jesienną pielęgnację. Swój zakupiłam w Auchan za ok 10 zł na promocji :)

Nawilżanie



Od kilku miesięcy stosowałam maski Kallos, jednak moje włosy potrzebowały zmiany, sięgnęłam więc po znaną mi już miodową maskę Seri. Troszkę się niestety przeliczyłam, nie wiem jak to możliwe, ale moje włosy stanowczo nie lubią silikonów w maskach, pamiętając o świetnym wygładzeniu jakie dawała mi kiedyś ta maska byłam przekonana, że będzie rewelacyjna, no i jest- pod warunkiem, że dodam do niej kropelkę oleju lnianego :D Podejrzewam, że za puchem stoi Dimethicone. Nie przeszkadza mi jednak tuning maski, tak czy siak bardzo ją lubię, a w zapasach mam kolejnego Kallosa, tym razem Biotin :)

Koloryzacja



Jak większość włosomaniaczek sięgam po hennę. Do tej pory stosowałam hennę Khadi Red, która w 100% spełnia moje oczekiwania, jest jednak mały minus- henna niesamowicie podrożała, kiedyś kupowałam ją za 31 zł, teraz jest to już 38-40zł, a 100 gramowa paczka starcza mi na dwa hennowania. Przy najbliższej okazji (czyt: Jak w końcu z  Elfnaczi się ogarniemy i zrobimy zamówienie) kupię hennę Swati, której pojemność to aż 150 gram! :) Od czasu do czasu rozjaśniam odrost i górną warstwę włosów, aby wyrównać kolor.


Zabezpieczanie 



Po podcięciu końcówek mam jakąś większą motywację do zabezpieczania ich. Nie zmieniłam produktu, już od chyba roku używam tego samego olejku do końcówek z Isany. Serum jest lekkie, dobrze zabezpiecza końcówki, nie obciąża włosów- więcej nie wymagam :)

Porost


Na temat tej kultowej wcierki nie trzeba się rozpisywać- pobudza wzrost włosa, przyśpiesza wyrastanie nowych włosów, dozownik na plus, wydajność średnia, ale i tak jestem zadowolona. Stosuję ją po każdym myciu włosów, nie przetłuszcza ich i nie podrażnia skóry głowy.



Pielęgnacja jak widać uboga, ale jak najbardziej odpowiada moim włosom. Czasami na prawdę nie trzeba dużo żeby było super! Gdy mam czas (czyli bardzo rzadko) robię mega włosing i nakładam na włosy maski domowej roboty- tutaj najczęściej sięgam po proteiny zawarte w żółtku lub po prostu miód, olej, kakao :) 

Jak wygląda Wasza jesienna pielęgnacja? :)


poniedziałek, 7 listopada 2016

Włosy, blog, studia, praca, ślub- co się działo?

Cześć!

Bardzo chciałabym napisać coś pozytywnego, jednak przez kilka ostatnich miesięcy działo się tak dużo, że nawet nie wiem od czego powinnam zacząć. Długa nieobecność na blogu jest spowodowana wieloma czynnikami, zależnymi i niezależnymi ode mnie, jednak muszę przyznać, że bardzo, ale to bardzo stęskniłam się za blogiem, a przede wszystkim za Wami !


Przez kilka długich tygodni nie zaglądałam na bloga, początkowo nie miałam na to po prostu czasu- od początku maja pracowałam, potem była sesja, tak minęły wakacje, a ja nie wykazałam żadnej aktywności. Nawet gdy miałam chęci i czas na naskrobanie jakiejś notatki moje włosy miały totalny bad hair day, co bardzo szybko zamieniło się w bad hair months i miałam wrażenie, że moje włosy cofnęły się o kilka miesięcy pielęgnacji. Codziennie od pierwszego dnia maja musiałam mieć upięte włosy, najlepiej ciasno, tak aby żaden włos nie spadł z głowy- absolutnie mnie to nie dziwi, pracując w gastronomii włosy muszą być związane. Włosy ciasno splecione bardzo ucierpiały, co odbiło się na końcówkach.

Na szczęście nie samą pracą żyje człowiek więc korzystając z okazji byłam na wspaniałych wakacjach w Budapeszcie i Wiedniu :) Częściową relację można zobaczyć na moim Instagamie. Gorące słońce Budapesztu pomimo kapelusza nieźle przypiekło mi nie tylko ramiona, ale także włosy, które po wakacjach były totalnie suche, a końcówki rozdwojone. Dokładnie dwa miesiące temu miałam całkiem przyjemną wizytę u fryzjera, dzięki której pozbyłam się suchych partii włosów czyli ok 7 cm włosów.

Pewnie większość włosomaniaczek już wie, że na fb pojawiła się grupa Włosing, którą założyła Agnieszka z kanału wwwlosy.pl :) Zdjęcia pięknych włosów, jakie można obejrzeć na grupie skłoniły mnie do powrotu do złożonej pielęgnacji. W między czasie moje włosy pokazały swoją prawdziwą naturę, a mianowicie to, że są zwyczajnie suche z natury i cokolwiek by z nimi nie robić, nigdy nie będą idealnie gładkie i cudownie miękkie.

Niestety pracując (już nie w gastro!) i jednocześnie studiując nie mam aż tyle czasu na prawdziwy włosing więc bazuję głównie na olejowaniu i tuningu masek. Jesień to zmora dla moich włosów, które nie lubią się ani z mocnymi silikonami, ani z produktami całkowicie pozbawionymi silikonów, więc uwierzcie mi jest słabo. Jesienią uczę się pielęgnować włosy od nowa, są praktycznie ciągle spuszone, a dobrze wyglądają tylko umyte rano, na co oczywiście nie mam czasu :) Ostatnio częściej kombinuję z innymi upięciami włosów do snu, bo z czasem zauważyłam, że warkocz niestety im nie służy.

Niestety ze smuteczków to jeszcze nie wszystko- na przełomie września i października mój wieloletni laptop odmówił posłuszeństwa i zwyczajnie padł. Płyta główna została naprawiona, ale wszystko co miałam na komputerze bezpowrotnie przepadło (łącznie z notatkami włosowymi pisanymi w wordzie, programami do obróbki zdjęć i samymi zdjęciami). Obecnie mój laptop nie jest w pełni działający (litości ma 6 lat!), ekran trochę się psuje, ale mam nadzieję, że chociaż licencjat na nim napiszę :)

Rok 2016 miał być lepszy, a okazał się na prawdę kiepski, od 11 miesięcy ciągnie się sprawa sądowa z moim pożal się Boże zleceniodawcą, który jest mi winien miliony monet, co mnie niesamowicie dołuje i mam nadzieję, że jakoś doprowadzę to do końca.

Z dobrych informacji- zaręczyłam się! Planowanie ślubu zaczynamy dopiero za rok, może nawet dłużej, ale niewątpliwie był to najcudowniejszy moment mojego życia! <3
Mam kilka pomysłów na posty nie włosowe, między innymi planuję zrobić świąteczny mini tutorial diy!


Siedzę w oświetlonym świątecznymi lampkami pokoju i piszę ten post totalnie na gorąco, nie wiem czy ktokolwiek dotrwa chociaż do połowy moich wypocin, ale jeżeli tak, to wiedzcie, że na prawdę jestem szczęśliwa, że w końcu postanowiłam tu wrócić!



czwartek, 19 maja 2016

L'biotica Proffesional Therapy Shampoo&Mask

Hej!

Po dosyć dużej przerwie, która była spowodowana totalnym lenistwem i brakiem chęci na zebranie się w sobie zapraszam na recenzję produktów marki L'biotica!


Kilka tygodni temu napisała do mnie przedstawicielka marki L'biotica z zapytaniem o chęć przetestowania ich najnowszych produktów. Jako, że z L'biotica miałam do tej pory niewiele do czynienia (używałam masek oraz olejku na końcówki) chętnie przyjęłam propozycję, kilka dni później miałam w domu ogromny zapas produktów do testowania.
Postanowiłam, że zużyję większość moich włosowych zapasów więc w ruch poszedł tylko jeden zestaw przeznaczony do włosów zniszczonych ze skłonnością do wypadania.

Od producenta:

"Zapewnia intensywną regenerację każdego dnia.Olej Jojoba zadba o intensywne nawilżenie bardzo suchych i zniszczonych włosów oraz zapobiega ich ponownemu przesuszeniu.Keratyna przenika przez powierzchnię włosów, wypełnia mikrouszkodzenia zniszczonych i przesuszonych włosów, zapobiega łamaniu i rozdwajaniu.
Włosy odzyskują swoją siłę, miękkość, naturalną sprężystość są nawilżone i zregenerowane.Linia do włosów PROFESSIONALTHERAPY to fuzja wspaniałych doznań, stworzona z myślą o kobietach, dla których wysoka skuteczność produktu, jego estetyczny wygląd, luksusowy zapach oraz łatwość aplikacji tworzą harmonijną całość.Stworzona przez ekspertów w dziedzinie profesjonalnej i zdrowej pielęgnacji włosów. "
Szampon intensywnie regenerujący do włosów zniszczonych ze skłonnością do wypadania


Zacznę od produktu z którego jestem mniej zadowolona a mianowicie od szamponu. Szampon jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji, a producent zapewnia że włosy po umyciu będą zregenerowane i bez obciążenia. Niestety obciążenie jest, włosy bardzo szybko się przetłuszczają i wymagają mycia. Szampon domywa olej, ale tylko po wcześniejszym emulgowaniu. Szampon trochę ułatwia rozczesywanie, ale niestety samo to nie przekonało mnie do codziennego używania tego produktu.


Maska intensywnie  regenerująca do włosów zniszczonych ze skłonnością do wypadania



Odżywka dużo bardziej przypadła mi do gustu- pozostawiała włosy bardzo dobrze wygładzone, a końcówki ujarzmione. Odżywkę stosuję głównie gdy idę do pracy i muszę mieć mocno upięte włosy, silikony zawarte w odżywce chronią włosy przed uszkodzeniami. Maska dobrze się spisała po hennowaniu- przesuszone włosy ciężko jest doprowadzić szybko do stanu pokazywalności, a dzięki tej masce prezentowały się dobrze wtedy kiedy tego chciałam :)



Oba produkty są na prawdę wydajne i przepięknie pachną. Moje włosy utrzymują tylko te brzydkie zapachy, ale w przypadku tego zestawu włosy przepięknie pachną nawet dwa dni :) Polubiłam się z tą odżywką i myślę, że posłuży mi jeszcze kilka tygodni :) 



Znacie ten zestaw ? :)


czwartek, 28 kwietnia 2016

Meet Beauty II / Warszawa 23.04.2016r.

Cześć!

Kika dni temu w Warszawie odbyła się druga edycja Meet Beauty. Doskonale zorganizowana impreza dla dwustu dziewięćdziesięciu dziewięciu (czy ja to dobrze napisałam?) blogerek i jednego blogera!


Oczywiście wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że nie ma wyjazdu bez przypału- najpierw pomyliłam autobusy, które miały dowieźć mnie do Warszawy i uparcie wmawiałam kierowcy, że na pewno kupiłam bilet (tylko nie na ten dzień, a na następny jak się chwilę później okazało), a gdy w końcu dojechałam do stolicy (innym autobusem) wysiadłam nie na tym przystanku i musiałam przejechać pół miasta metrem. Gdyby nie mój T zgubiłabym się, usiadła gdzieś na chodniku i płakała. Jako, że jechałam w bez żadnego makijażu musiałam go wykonać w toalecie dworca głównego- nie było to takie dziwne, całkiem sporo dziewczyn poprawiało makijaż, ale jak wyciągnęłam prostownicę przyszły dwie panie i z ciekawością patrzyły jak prostuję grzywkę. Po ekstremalnie szybkim szykowaniu się i śniadaniu w zdrowym Burger Kingu dotarłam pod Stadion Narodowy.

Na kilka dni przed konferencją umówiłam się z Natalką Elfnaczi na jakie warsztaty oraz wykłady się wybieramy. Plan był prosty: warsztaty paznokciowe z INDIGO oraz makijażowe z Lirene. Wykłady miały wyjść w trakcie, ale skończyło się na tym, że nie byłyśmy na żadnym. Na konferencji było tyle ciekawych stoisk i tak dużo dziewczyn z którymi chciałyśmy porozmawiać, że zwyczajnie nie było na to czasu :)


Biorąc udział w warsztatach paznokciowych nie spodziewałam się, że spodobają mi się one tak bardzo. Przesympatyczna pani Kasia dokładnie tłumaczyła wszystkie kroki pielęgnacji paznokci przy użyciu masła Shea oraz omówiła z nami problemy hybrydowych paznokci- temat dla mnie idealny, bo od jakiegoś czasu stosuję wyłącznie hybrydy i nie ukrywam, że zdarza mi się zalać skórkę :) Paczka którą podarowała nam firma Indigo zawierała całą masę pełnowymiarowych produktów- kremy do rąk, balsamy, olejek, masło Shea, lakiery- tych niestety nie mam już w swoim zasięgu, gdyż tak jak pisałam wyżej używam hybryd więc powędrowały w świat :)



Z warsztatów makijażowych jestem równie zadowolona, jednak wydaje mi się, że warsztaty paznokciowe były trochę lepiej zorganizowane. Osoby siedzące dalej nie widziały z bliska samego procesu wykonywania makijażu- w przypadku pielęgnacji paznokci wszystko było wykonywane pod kamerką dzięki czemu widziałyśmy wszystko. Pani Ania Orłowska wykonała na wybranej modelce piękny, świeży, dzienny makijaż przy użyciu produktów Lirene, gdzie w roki głównej wystąpił podkład No Mask zapewniający naturalny wygląd bez efektu maski. Bardzo zainteresował mnie produkt, niestety który otrzymałam w paczce od Lirene będzie musiał poczekać aż się trochę opalę, bo nawet najjaśniejszy kolorek jest odrobinę za ciemny.

Oto co dostałam podczas konferencji










Na sam koniec chciałabym podziękować Natalce oraz Agnieszce za świetnie spędzony czas, którego i tak zabrakło bo myślę, że mogłybyśmy przegadać kilka następnych godzin!

wtorek, 19 kwietnia 2016

Nowości pielęgnacyjne od L'Biotica

Witajcie :)


Od tygodnia siedzę w domu, dosyć nagle się rozchorowałam, ale dwa krótkie, niestety bolesne zabiegi pomogły i obecnie jest prawie dobrze.
Podczas chorobowego odwiedził mnie kurier z wielką paczką pod pachą. Przez chorobę nawet nie mogłam się z nim przywitać (nie mówiłam przez 4 dni) i wydaje mi się, że było mu bardzo przykro jak na "dzień dobry" odpowiedziałam mu dzikim charczeniem.

Jakiś czas temu napisała do mnie przedstawicielka marki L'biotica z propozycją współpracy.
Paczka zawierała w sobie całe mnóstwo kosmetyków, których totalnie się nie spodziewałam, tzn spodziewałam się paczki od L'biotica, ale nie tak dużej. Spodziewałam się jednego góra dwóch produktów, oto co znalazłam w paczce...











Kilka z tych produktów zaczęłam już testować, między innymi serum przyśpieszające wzrost brwi i rzęs- ja stosuję go wyłącznie na rzęsy, oraz wygładzającą odżywkę i szampon (fioletowe opakowania). Produkty zapowiadają się bardzo ciekawie, więcej o nich za kilka tygodni, kiedy wszystko przetestuję :D



środa, 13 kwietnia 2016

Olej musztardowy na porost włosów

Cześć!


Zapuszczanie włosów stało się moją obsesją. Po ostatnio stosowanej drożdżowej masce babci Agafii zapragnęłam powtórzyć rewelacyjny wynik i osiągnąć kolejne 2 centymetry włosów. Sięgnęłam po powszechnie znany olej musztardowy.

Na starcie przypomnę, że efekty jakie osiągam nie zawsze są efektami miesięcznymi. Odrost mierzę przed hennowaniem, które powtarzam co ok 5 tygodnii.




Od ostatniego hennowania minęły 4 tygodnie i porost jaki osiągnęłam to 2cm

Olej musztardowy stosowałam prawie przed każdym myciem na ok 2h. Palcami wcierałam go w skórę głowy, następnie masowałam skalp przy użyciu TT.


Olej musztardowy nie sprawdza się u mnie na włosach, ale na skalpie działa cuda!


Dzisiaj zaczynam kurację Activ Lash, które dostałam w ramach współpracy z L'biotica. Odżywka zachęca pięknym opakowaniem i dobrymi opiniami w internecie. Moje rzęsy są w opłakanym stanie już od kilku tygodni. W najlepszym dla nich okresie były tak długie, że nosząc okulary korekcyjne rzęsy dotykały szkieł. Obecnie są dosyć krótkie i lekko straciły na intensywności koloru, częściej wypadają. Kuracja ma trwać 4 tygodnie. Zatem czas start!



Przed Kuracją


PS. Dostałam skierowanie do szpitala. Mam anginę ropną z ropieniem, który możliwe, że trzeba będzie drenować. Strasznie się boję i strasznie tego nie chcę, ale od piątku z powodu silnego bólu gardła i temperatury moja dieta nie przekracza 100kcal, jestem osłabiona, zmęczona i odwodniona. Do wczoraj nie mówiłam nic, dziś już trochę zaczęłam. Mam nadzieję, że wyzdrowieję i będę mogła pojechać na Meet Beauty, bo bardzo mi zależy. Trzymajcie za mnie kciuki :)

SNAP: RedHairControl


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blogger Gadgets