Cześć :)
Jak pisałam w którymś poście całkiem niedawno byłam u fryzjera. Od cięcia minęły 2 tygodnie, więc myślę, że mogę już napisać "wywód" dlaczego nie lubię takich wizyt.
Ten post nie ma na celu obrażenia fryzjerek, ani zniechęcenia Was do wizyt w salonach fryzjerskich, chcę Wam raczej pokazać, dlaczego nie powinnyśmy chodzić pierwszej lepszej fryzjerki.
Do napisania tego posta zainspirowała mnie Ania z kanału
Czeszemy, która w jednym ze swoich filmów mówiła o doborze fryzjerki. Wszystkie argumenty oprę na swoich przykładach i doświadczeniach (również tych bardzo przykrych).
Po pierwsze
ONA WIE LEPIEJ I NIE SŁUCHA
Poszłam do fryzjerki dobrze wiedząc czego chcę. W wielkim stresie usiadłam na fotelu. Fryzjerka założyła mi fartuch, który mnie dosłownie dusił (chyba to zauważyła, bo go poluzowała) i zapytała co robimy. Tę kwestię miałam wyuczoną na pamięć "cięcie na prosto, przy użyciu maszynki ok 1,5 cm, przód delikatnie wystopniować, grzywkę wyrównać z łukiem brwiowym". Pierwsze co usłyszałam to "ale jak to maszynką?" No szczęka mi opadła. Fryzjerka po szkole i kursach fryzjerskich z kilkuletnim doświadczeniem nie wie o co chodzi w ścinaniu maszynką. Zrobiło mi się gorąco, ale wzięłam kilka głębszych wdechów i spokojnie wytłumaczyłam wszystko jeszcze raz. To co usłyszałam spowodowało, że na prawdę miałam ochotę uciec, ale postanowiłam wytrwać. Powiedziała mi, że najpierw zetnie je nożyczkami a potem wyrówna wszystko maszynką. Przepraszam za niecenzuralne słowo, ale pierwsze co mi przyszło do głowy to "po ch*j robić tą samą robotę dwa razy". No i oczywiście bałam się, że pójdzie więcej niż 1,5 cm. Zdecydowanie i twardo powiedziałam, że nie chcę nożyczek...
Po drugie
KŁÓCI SIĘ
... jak to maszynką, to ja ich nie będę nawet moczyć! Będą krzywo ścięte! Bla bla bla! CHCĘ ŻEBY BYŁY ŚCINANE MASZYNKĄ więc zamilcz i rób kobieto co masz robić- poważnie tak pomyślałam. Już lekko zdenerwowana powiedziałam, że NIE CHCĘ nożyczek. Wzięła maszynkę z wielką łaską. Rozczesała mi włosy super gęstym grzebyczkiem, którym można robić przedziałek, a nie czesać włosy. Rwała mi je i wyrywała, ale przeżyłam nie komentując tego. Fryzjerka chyba wyczuła mój lodowaty wzrok, który śledził każdy jej ruch, bo już nic nie mówiła. Wzięła maszynkę do ręki i zrobiła pierwsze cięcie na samym środku włosów, następnie sięgnęła po lusterko i mi pokazała. Podobało mi się, więc "dałam jej zezwolenie" na kontynuowanie cięcia.
Po trzecie
KRYTYKUJE domową pielęgnację
Przykład z innej wizyty, równie nieprzyjemnej. Lato, upał, włosy się puszą od razu po wejściu do klimatyzowanego pomieszczenia, lekko przesuszone słońcem, dodatkowo silne oczyszczanie z silikonów dna poprzedniego. Wiadomo, że takie włosy nie wyglądają najlepiej. Wówczas faktycznie nie były w dobrej kondycji (jak się ostatnio okazało już wtedy miałam początki niedokrwistości łagodnej, która źle wpływa na kondycję włosów), ale na prawdę starałam się o nie dbać jak najlepiej.
Nie pamiętam jak do tego doszło, ale rozmawiałyśmy o pielęgnacji włosów. Wspomniałam, że od ponad roku systematycznie olejuję włosy. Fryzjerka zrobiła wielkie oczy, widocznie pierwszy raz o tym słyszała. Opowiedziałam jej wszystko, a ona na to "tutaj to tylko prostowanie keratynowe by pomogło". Mało się nie popłakałam, serio. Tylko ja wiem ile łez i nerwów kosztowało mnie doprowadzenie włosów do takiego staniu, a ona jednym zdaniem wszystko niszczy. Na prostowanie oczywiście się nie zdecydowałam i nie zdecyduję, wolę mieć włosy pofalowane, w prostych źle się czuję. Przez kilka kolejnych minut gadała coś o fryzjerskich zabiegach, które w tak wspaniały sposób naprawią mi włosy, ale chyba zauważyła, że jej nie słucham bo się zamknęła.
To nie jest tak, że nie wierzę we fryzjerskie zabiegi. Ja po prostu lubię pielęgnować włosy. Uwielbiam nakładać oleje, testować maski i szampony. To mi po prostu sprawia niesamowicie dużo radości i mam coś z czego jestem dumna (bloga, włosy, wiedzę). Jeżeli ktoś nie widzi się w klimacie włosomaniaczek to spoko, nich idzie zapłaci 100 zł za pielęgnację olejami w salonie fryzjerskim i niech ma to z głowy, ja sobie zrobię to samo w domu z mniejszym nakładem cenowym i podobnym efektem.
Po czwarte ma
ZŁY SPRZĘT
W internecie jest na prawdę głośno o nożyczkach fryzjerskich i o tym dlaczego nie wolno ścinać włosów nożyczkami do papieru. Mało kto zwraca na to uwagę, ale fryzjerki też powinny dbać o swój sprzęt. Idąc do fryzjerki mam wizję ładnie ściętych włosów, bez uszkodzonych końcówek.Właśnie dlatego chcę mieć włosy ścinane maszynką. Oczywiście te też się tępią, ale nie tak jak nożyczki. Nie wiem jak to wygląda u innych, ale w moim wypadku włosy które były ścinane maszynką nie są zniszczone ani trochę. Minęły dwa tygodnie, a na przednich partiach włosów (które były ścinane nożyczkami) mam niestety białe kuleczki co oznacza, że włosy były ścinane tępymi nożyczkami.
Kończąc swoje wywody muszę zaznaczyć, że niestety nie znalazłam swojego ukochanego fryzjera, który zadowoliłby mnie w stu procentach i u którego mogłabym siedzieć z zamkniętymi włosami popijając w spokoju herbatkę. Myślę, że można mieć dobrze ścięte włosy nawet u kiepskiego fryzjera pod warunkiem, że będziemy stanowcze. Nie polecam jednak takich wybryków, chyba że na prawdę nie szkoda nam włosów.
Macie już swojego ulubionego fryzjera, czy nadal jesteście na drodze poszukiwań ? :)