Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez mojej zgody jest bezwzględnie zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich. Naruszenie regulaminu będzie skutkowało konsekwencjami prawnymi! Podstawa prawna: Dz. U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 nr 43 poz. 170.

piątek, 31 października 2014

Październikowa aktualizacja włosowa



Cześć!

Dzisiaj Halloween. Ja nie obchodzę tego święta, ale jeżeli ktoś szuka inspiracji makijażowej to zachęcam do KLIKNIĘCIA. Pod linkiem znajdziecie moja wersję upiornej charakteryzacji :)

Koniec miesiąca wiąże się z włosową aktualizacją! Zapraszam do czytania!



Oczyszczanie:
- Isana do włosów rudych 
- Chantal Sessio do włosów farbowanych
- Biały Jeleń

Odżywianie:
- Odżywka Loreal Preference załączona do farby
- Kallos Keratin
- Kallos Colour ( recenzja wkrótce)
- olej z pestek winogron
- olej lniany
- oliwa z oliwek
- olejek rycynowy (głównie na skalp)
- BDFM
- maski domowe z dodatkiem olejków, mąki ziemniaczanej, jogurtu naturalnego, jajka oraz alg morskich 


Zabezpieczanie:
- Jedwab Chi


Dodatkowo:
- upinanie włosów na noc
- ograniczenie mycia włosów
- suchy szampon Batiste


Włosy są w całkiem niezłej kondycji chociaż wydaje mi się, że znów się trochę częściej puszą. Włosy myję co drugi dzień. W dniu mycia zazwyczaj ratuję się upięciami i suchym szamponem. Staram się nakładać na nie różne odżywki przed myciem, czasami wychodzi, czasami nie. Stan włosów na długości jest dobry, ale końcówki są w złym stanie. Następne podcinanie planuję dopiero pod koniec listopada, albo jeszcze później. Jak na razie nie mam określonego dnia farbowania, ale farbę już wybieram. 

Po miesięcznej pielęgnacji włosy wyglądają tak:








Myślę, że jest całkiem nieźle :) Szkoda tylko, że rosną wolniutko, a szybko się je ścina ;p


Oczywiście nie mogłam się oprzeć i czekając na autobus skoczyłam do Hebe i kupiłam Kallos Banana! Dużo dobrego się naczytałam i chciałam ją kupić. Wiem, wychodzę na osobę, której największą ambicją jest przetestowanie wszystkich masek Kallos, ale z drugiej strony czemu by nie ? :) 


Jak się trzymają Wasze włoski ? :)

środa, 29 października 2014

Loreal Prefenrence 74 Mango recenzja


Cześć!

Mój kochany komputerek jest już cały i zdrowy.

Okazało się, że naprawa nie była droga (150 zł) a przy okazji mam wymienioną klawiaturę oraz naprawiony system chłodzący. Pan Komputerowiec spisał się na medal! Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że polecam jego zakład :)

Chciałabym się podzielić w Wami opinią o farbie Loreal Preference 74 Mango.

Włosy farbowałam równo 4 tygodnie temu (28 września). Od 2 tygodni ograniczam mycie włosów i robię to co dwa dni, ale przez pierwsze 14 dni myłam włosy codziennie więc farba miała prawo porządnie się wypłukać. Przy pierwszych sześciu myciach używałam odżywki dołączonej do opakowania. Prawdę mówiąc nie wiem czy wpłynęła na trwałość koloru, ładnie pachniała, całkiem fajnie wygładzała włosy. Podczas każdego mycia używałam szamponu do włosów rudych Isana.



Zaraz po koloryzacji włosy miały niezwykle intensywny kolor, który momentami wpadał w czerwień. Prawdę mówiąc ta czerwień nie za bardzo mi się podobała. Ciężko było ją uchwycić na zdjęciu, ale uwierzcie włosy były prawie czerwone.

Myślę, że opinię o tym produkcie najlepiej przedstawię Wam na zasadzie pozytywów i negatywów. 


+ długotrwały kolor
+ włosy nie są aż tak zniszczone jak po np farbie Palette, której używałam jakieś 2 lata temu
+ duża odżywka załączona w opakowaniu
+ dobra konsystencja farby
+ równomierny kolor
+ dobrze pokryte odrosty
-/+ cena (normalna cena to 28 zł, promocyjna to ok 20 przy kupnie dwóch opakowań lub więcej, koszt nie jest mały)
-/+ średnio wydajna, na moje włosy farby było na styk
-/+ kolor nie do końca taki jak obiecał producent (bardziej intensywny, czerwony)
- włosy baardzo wypadają do dnia dzisiejszego


Jak widać plusów farby jest wiele więcej niż jej pluso-minusów. Nie mogłam wydajności określić jako plus ani minus, ponieważ dla niektórych taka ilość może być wystarczająca.

Zdjęcie jest to samo, które wykorzystałam przy Niedzieli dla włosów, ponieważ to było moje ostatnie mycie, które uwieczniłam na zdjęciu chociaż wydaje mi się, że obecnie kolor już się nie wypłukuje.




Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona z tej farby, ale nie wiem czy następnym razem ją kupię. Cena jest jak najbardziej adekwatna do jakości, ale chciałabym przetestować farbę której dostępność jest niestety tak bardzo znikoma, że pewnie będę musiała jej szukać w Internecie.

Niestety z przykrością stwierdzam, że mój przyrost miesięczny to 1 cm! Dla mnie to strasznie smutne, bo zaraz po farbowaniu ścięłam jakieś 3 cm i to co ścięłam nawet nie odrosło. Prawdę mówiąc nie wiem co spowodowało mniejszy przyrost, zazwyczaj wynosił on ok 2 cm a tu taka przykra niespodzianka. 



Zdjęcie w świetle sztucznym, łazienkowym :)

 Rozpoczynając walkę o centymetry i objętość skusiłam się na odżywkę przeciw wypadaniu włosów, która ma o 91 % zahamować wypadanie włosów i o 85% przyśpieszyć ich wzrost.





niedziela, 26 października 2014

Niedziela dla włosów #8 Biowax keratyna + jedwab

Cześć!


Bardzo przepraszam za tygodniową nieobecność, ale niestety mój komputer odmówił posłuszeństwa i się popsuł. Nie mogę go uruchomić, obawiam się, że może być to system. W piątek poniosłam go do naprawy, ale dopiero jutro dostanę wycenę i opis problemu. Podejrzewam, że przez najbliższy tydzień będę musiała korzystać z komputera siostry na którym nie mam żadnych swoich programów, zdjęć i plików. Katorga dla blogera :(
Boję się, że mojego komputerka nie będzie się dało naprawić i będę zmuszona do kupna nowego. Daję słowo, jak wróci do mnie w jednym kawałku cały i zdrowy to go ucałuję.




Dzisiejszej niedzieli zafundowałam sobie prawdziwe olejowo- maseczkowe spa :) W sobotni wieczór naolejowałam włosy i skalp olejem ze pestek winogron. Rano na całą głowę i włosy nałożyłam keratynową maskę Kallos (trochę mi się nudzi więc zużywam ją jak mogę). Posiedziałam tak ok pół godzinki i poszłam myć włosy. Użyłam szamponu Chantal Sessio do włosów farbowanych, następni odcisnęłam wodę i nałożyłam maseczkę Biowax keratyna + jedwab. Co prawda nie mam całego słoika maski, tę saszetkę kupiłam kilka miesięcy temu w Biedronce i do tej pory leżała w koszyku w łazience czekając na "swoją niedzielę". Biowax trzymałam na włosach przez równo pół godziny (producent zaleca trzymanie 15 minut lub dłużej). Następnie spłukałam włosy. Do ułatwienia rozczesywania użyłam Gliss Kur Ultimate Oil Elixir- odżywki którą kupiłam dopiero wczoraj :)





Efekt? Wydaje mi się, że trochę za dużo protein jak na jeden dzień, ale ogólnie całość mi się podoba :) Włosy są wygładzone i nie puszą się, jedna końcówki na zdjęciu wydają się trochę przesuszne. Na żywo nie ma aż takiego efektu.



W ostatniej niedzieli dla włosów pisałam, że pojawi się recenzja farby Loreal Preference, niestety z powodu braku własnego komputera nie jestem w stanie





niedziela, 19 października 2014

Niedziela dla włosów #7 maseczka zakwaszająca



Cześć!

Dziś wstawiam niedzielę dla włosów, która tak na prawdę powinna się nazywać sobotą dla włosów. Dziś moje samopoczucie niestety nie pozwoliło mi na jakiekolwiek eksperymenty włosowe, 1,5 litra szampana nie sprzyja pielęgnacji włosów.

Przechodząc do konkretów chcę zaznaczyć, że maska którą zrobiłam była eksperymentem, który wykonałam po raz pierwszy w życiu więc nie chcę ponosić odpowiedzialności za efektu u innych osób.

Włosy umyłam standardowo szamponem Isana, odcisnęłam je i nałożyłam maskę zakwaszającą. Do  łyżki keratynowego Kallosa dodałam pół łyżeczki domowego octu śliwkowego (jest delikatniejszy niż te sklepowe). Maskę trzymałam na włosach przez jakieś 20 minut, bałam się, że ocet może wysuszyć włosy, ale nic takiego się nie stało :) Gdy włosy były wilgotne zakręciłam je na opaskę i tak chodziłam przez kilka godzin. Jednak opaska trochę się ściągała i efekt niestety mi się nie podobał. Próbowałam ratować włosy żelem lnianym, ale włosy nie chciały z nim współpracować. Gdy włosy były całkowicie suche, ale niestety z tyłu prawie w ogóle nie zakręcone rozczesałam je grzebieniem i pozostawiłam samym sobie (wybierałam się na domówkę więc nie miałam czasu na reanimowanie włosów, uznałam, że co będzie to będzie :)) Ostatecznie z tyłu miałam delikatne fale, a z przodu cudne loczki.Włosy były wygładzone, nie puszyły się na mrozie (tak na mrozie- Podlasie Polską Syberią) i były na prawdę fajne w dotyku :)

Dziś mijają 3 tygodnie odkąd pomalowałam włosy, myślę, że w następnej niedzieli dla włosów więcej powiem o farbie i o trwałości koloru.





P.S. Stałe czytelniczki na pewno wiedzą, że przez pół swojego życia myłam włosy codziennie. Nie wyobrażałam sobie nie umyć włosów po całym dniu. Częstotliwość mycia włosów była więc ogromna, bo wynosiła średnio 6/7 dni w tygodniu, a czasami też 7/7. Ostatnio postanowiłam, że nie będę myła włosów aż tak często- głównie przez kolor, który mimo wszystko szybko się wypłukuje. Teraz próbuję myć włosy co dwa dni, czasami to nie wychodzi, bo np w środy muszę myć włosy, bo jestem po zumbie i w czwartek te włosy są brudne. Na drugi dzień zazwyczaj używam suchego szamponu i związuję włosy :)

Teraz siedzę z olejem winogronowym na włosach :)
Miłego wieczoru Kochane Czytelniczki <3












czwartek, 16 października 2014

Makijaż na Halloween- twarz z płomieni

Cześć!


Halloween to święto popularne głównie na Zachodzie, ale coraz częściej również w Polsce są organizowane imprezy o tej tematyce. Ja nie obchodzę Halloween, nie kręcą mnie duchy, kościotrupy i dynie z wyciętymi oczami. Pomimo, że ja się nie wybieram na żadną imprezę halloweenową postanowiłam przedstawić wam moją propozycję takowego makijażu. Właściwie określenie "makijaż" nie jest chyba poprawne, bo to co zaraz zobaczycie jest raczej charakteryzacją.



Krok pierwszy: maska
3 łyżeczki żelatyny rozpuszczam w gorącej wodzie, dodaję odrobinę galaretki (może też być kisiel). Galaretka jest dla zabicia smrodu, najlepiej dodać żółtą, ja nie miałam więc użyłam zielonej. Gdy galaretka zastygała nałożyłam ją na twarz, szyję i odrobinę na dekolt. Ja ominęłam linię babyhair bo myłam dziś włosy i starałam się je jak najmniej ubrudzić. Podczas zastygania maski dokleiłam na czole i nosie przy pomocy żelatyny pogniecioną chusteczkę aby zrobić marszczenia. Gdy pierwsza warstwa maski zastygła założyłam kolejną w kolorze brązowym (żelatyna + kisiel frugo). Frugo ma kawałki owoców, które na koniec wyglądały jak bąble. Gdy cała maska prawie zastygła robiłam w niej "odgniecenia" za pomocą gąbki do kąpieli. Użyłam tej szorstkiej strony, żeby maska była chropowata.
Oczywiście nie mam makijażu na twarzy, cerę zabezpieczyłam mąką ziemniaczaną.







Krok drugi: malowanie
Całą maskę malowałam przy pomocy czarnego cienia. Skóra ma wyglądać na zwęgloną i całkowicie spaloną, następnie użyłam czerwonego barwnika spożywczego. Równie dobrze można użyć czerwonego cienia lub szminki, ale że szkoda mi szminki, a czerwonego cienia nie posiadam użyłam właśnie barwnika. Barwnik jest bardzo intensywnie czerwony i idealnie nadaje się do robienia krwi :)
"Krew" nakładałam przy pomocy miękkiej strony gąbki aby ładnie ją rozprowadzić na masce.


Krok trzeci: blask
Aby twarz się "świeciła" a oparzenia wyglądały jak sprzed chwili nałożyłam gąbką odrobinę gliceryny, która nabłyszcza całą maskę.

Oto efekt:









Oczywiście taki makijaż ma też swoje minusy takie jak naciągnięta skóra i trudności z otwieraniem szeroko buzi. Czas wykonania też nie jest najkrótszy biorąc pod uwagę, że zrobiłam to tylko na twarzy, gdyśmy chciały umalować resztę ciała myślę, że trzeba poświęcić jakieś 4 h.

Poziom trudności dla laika (czyli dla mnie): 3/5

Kot się wystraszył i uciekł do innego pokoju :)

Więc cukierek albo psikus!

Obchodzicie Halloween ?


wtorek, 14 października 2014

Fale na opasce- metoda kręcenia włosów bez użycia ciepła



Obrazek z przeszłości
Hej!

Zacznę od tego, że w moim przypadku każda metoda kręcenia włosów kończy się porażką. Każda. Koczek ślimaczek- tego w ogóle lepiej nie rozpuszczać, bo włosy wyglądają jak po uderzeniu pioruna, zawijania, uplatanie, skręcanie cokolwiek bym z nimi nie robiła wychodzi istny baran. Papiloty kiedyś wychodziły całkiem ok, ale ostatnio znów nie jest tak jak bym chciała.

Wczoraj wpadłam na kolejny z moich genialnych pomysłów i świeżo umyte, delikatnie wilgotne włosy zawinęłam na opaskę w sposób ukazany na obrazku z przeszłości.


Rano oczywiście opaska się zsunęła i włosy wyglądały koszmarnie, leżąc jeszcze w łóżku zawinęłam je na nowo i poszłam dalej spać. Po jakiejś godzinie wstałam, zjadłam śniadanie, zrobiłam makijaż i postanowiłam, że sprawdzę co też się dzieje na mojej głowie. Rozwijam włosy, a tam cuda niewidy! Baran, istny baran! Masakra jakaś, już chciałam upinać włosy, ale postanowiłam, że je rozczeszę i zobaczę co się będzie działo. Jednak było mi super niewygodnie i związałam je w warkocza. Po ok 15 minutach rozpuściłam włosy i postanowiłam je reanimować żelem lnianym z kropelką olejku  BDFM. Po dobrych 10 minutach ugniatania osiągnęłam  to:










Uwaga! Kolory są przekłamane, pogoda nie sprzyja robieniu zdjęć w domu :(


Mi się efekt bardzo podoba, myślę, że będę je jeszcze tak kręciła aż dojdę do perfekcji :)

Miłego dnia ! <3






niedziela, 12 października 2014

Niedziela dla włosów #6- płukanka z hibiskusa

Cześć!

W dzisiejszej niedzieli dla włosów przedstawiam Wam efekty płukanki z hibiskusa.
Hibiskusową herbatę kupiłam w sklepie ziołowo- medycznym na dworcu PKS, za 50 gramowe opakowanie zapłaciłam 5.50 zł.

Kwiaty hibiskusa mają piękny, intensywnie czerwony kolor i cudnie pachą- to najbardziej zachęciło mnie do zrobienia płukanki :)

Do przyrządzenia herbatki producent zaleca zaparzyć jedną łyżeczkę- jako, że ja nie będę tego piła tylko płukała włosy, do płukanki użyłam 1,5 łyżki stołowej herbatki. Wszystko zaparzyłam pod przykryciem i zostawiłam do ostygnięcia.

Wczoraj wieczorem naolejowałam włosy. Dziś umyłam je szamponem do włosów rudych i nałożyłam odżywkę z Loreal Preference ( zdenkowałam maleńkie opakowanie dołączone do farby), do ostatniego płukania użyłam hibiskusa.

Prawdę mówiąc nie zauważyłam jakiegoś specjalnego efektu, może hibiskusa było za mało, ale za dużo oczekiwałam. Włosy są niestety spuszone bo są wysuszone syszarką, bo czas mnie poganiał.

Zdjęcia są robione w świetle naturalnym na nowo otwartym Stadionie Jagiellonii :)

Efekt:










czwartek, 9 października 2014

Jak małymi kroczkami walczę z puszeniem się włosów ?

Cześć!


Jak Wam mija tydzień ? Ja jak na razie mam lajtowo na uczelni, mało zajęć dużo wolnego czasu, jedynie dużo literatury do czytania, ale spokojnie od czego są Internety :) Ostatnimi czasy często narzekałam na puszenie się włosów, ale trochę poczytałam i zaczęłam walkę. Jeżeli chcecie się dowiedzieć jak krok po kroku walczę z puchem zapraszam do dalszego czytania!


Puch u wysokoporowatek jest praktycznie stałym elementem ich fryzury. Duża wilgotność, gwałtowne zmiany temperatury i nieodpowiednia pielęgnacja prowadzą do tego, że wyglądamy jak małe, słodkie pudelki. Ogólnie nie mam nic do pudli, ale wcale nie chcę tak wyglądać. Dla mnie puszenie się włosów było ( i jest ) ogromnym problemem bo niezależnie od tego jaką aktualnie posiadam fryzurę to za każdym razem włosy się puszyły i były po prostu brzydkie. W moim przypadku puszenie nie występuje tylko jesienią i zimą ( faktycznie jest wtedy nasilone ), ale bardzo często również latem. Najgorsze doświadczenia to te kiedy z gorącego podwórka wchodzę do klimatyzowanego pomieszczenia. Wiadomo w czasie upałów skóra głowy się poci, poci się też kark co przy starciu z chłodnym powietrzem daje efekt tornada na włosach, trochę jak w przyrodzie. Wiadomo, że nikt nie chce mieć zjawisk pogodowych na głowie więc najprostszą metodą jest dociążenie włosów.

Pewnie każda z Was miała doświadczenia z obciążonymi włosami. Więc jak dociążyć włosy bez ich obciążania ? Może zacznę od obciążenia. Myjemy włosy nakładamy odżywkę i po kilku minutach spłukujemy ją z włosów. Gdy włosy schną nakładamy na nie olejek zabezpieczający końcówki ( jeszcze nigdy nie przeciążyłam włosów jedwabiem, olejek to jedyny moje przykre doświadczenie ).
Gra gitara, czekamy aż włosy wyschną i wtedy dopiero widzimy, że włosy są tłuste na końcach.
Wyjścia są dwa:
a)
myjemy włosy po raz drugi ( męcząc je, osłabiając, narażając na działanie detergentów, ręcznika )
b) związujemy włosy, nie polecam suchych szamponów, bo efekt może być po prostu brzydki

Dociążenie włosów to nałożenie na nie warstwy, która nie da efektu obciążenia, czyli po prostu wygładzi, nawilży i uspokoi włosy, jednocześnie ich nie przetłuszczając. Według moich doświadczeń nie da się dociążyć włosów jedwabiem, włosy będą ładnie wyglądały, ale ja jedwab nakładam jedynie na jakieś 5 cm końcówek, a przy głowie włosy również się puszą.

LINK
Moim sposobem na puch jest olej, ale nie zwykłe olejowanie włosów, tylko robione w sposób, który praktykuję od niedawna i jestem zadowolona.

Przed każdym myciem na kilka godzin (zazwyczaj 2-3) nakładam olej (emolient) lniany, winogronowy lub BDFM. Włosy pokrywam dosyć obficie i nie jak zazwyczaj od ucha w dół, ale od samego skalpu, bo tam puszą się moje babyhair. Na naolejowane włosy od razu nakładam proteinową maskę Kallos Keratin ( która jest o niebo lepsza od Kallos Silk ). W moim przypadku jedynie to dociąża mi włosy, a jednocześnie bardzo dobrze je pielęgnuje. Po takim spa włosy są wygładzone, miękkie i wyraźnie nawilżone. Najważniejsze, że w czasie wilgoci włosy nie puszą się aż tak bardzo jak wcześniej. Maska dobrze emulguje olej więc nie ma problemów ze zmywaniem go z włosów, ja zmywam go szamponem Isana, który wcale nie jest "ździeraczem" i nie mam problemu ze źle zmytym olejem.

Oczywiście nie jest to złoty środek, ale metodą prób i błędów doszłam już do pierwszych efektów i jestem z nich zadowolona. Myślę, że przy regularnym stosowaniu poprawi się nie tylko stan włosów, ale także to jak reagują na zmiany temperatury i wilgotność.

Jak Wy sobie radzicie z puszeniem się włosów ? :)










P.S. Cały dzień chodzę przygnębiona- dziś pogrzeb Ani Przybylskiej. Nie mogę powiedzieć, że była ważną osobą w moim życiu, bo nie znałam jej prywatnie. Właściwie wiedziałam o niej tyle co nic. Ostatnimi czasy bardzo dużo słyszymy o śmierci coraz młodszych osób, z samego mojego otoczenia w ciągu ostatnich 2 lat na raka zmarły cztery osoby, w tym dwie które nie ukończyły nawet 30 roku życia. Nowotwór to potworna choroba, która zbiera swoje żniwo wszędzie gdzie tylko może. Dla mnie nie jest szokiem sama choroba, szokiem jest to że zapadają na nią bardzo młode osoby, które tak na prawdę nie zaznały życia, które nie miały szansy dożyć swoich dzieci, wnuków. Na raka nie ma recepty, jedyne co możemy robić to regularnie się badać. Jeżeli w naszej rodzinie wystąpił przypadek nowotworu trzeba pamiętać, że należymy do osób z podwyższonym ryzykiem. Nie dajmy się rakowi!

Piosenką która najlepiej odzwierciedla mój dzisiejszy smutek jest Timber Timbre 'Demon Host'

wtorek, 7 października 2014

Dlaczego nie jestem typową włosomaniaczką?

Hej!

Dziś przygotowałam dla Was moje piękne czytelniczki post dotyczący typowego włosomaniactwa. Według mnie ja nie jestem typową włosomaniaczką, ale szczerze mówiąc jest mi z tym dobrze :) Włosomaniactow to choroba psychiczna polegająca na maniakalnej pielęgnacji włosów. Ja się trochę wyleczyłam, ale ubytki w psychice zostają *. Zapraszam do czytania!


Po pierwsze: nie maluję włosów henną.


Typowa włosomaniaczka ma najczęściej włosy naturalne, porzuca farbowanie i choduje naturalki czyli pół metra odrostu, a jeżeli już farbuje włosy to koniecznie henną. Nie wiem skąd przekonanie, że henna nadaje się dla każdego i absolutnie każdy może jej używać. Jeżeli ktoś regularnie czyta mojego bloga, wie że kiedyś przejechałam się na pseudo hennie i teraz po prostu boję się malować włosy czymś innym niż farbą. Oczywiście farby niszczą włosy, ale łatwiej jest osiągnąć zamierzany kolor i sam proces malowania nie jest tak długi i trudny. Jak na dzień dzisiejszy jestem zadowolona z koloryzacji drogeryjnymi farbami, przy odpowiedniej pielęgnacji włosy prezentują się dobrze i nie muszą być zniszczone i popalone.




 Po drugie: Nie biorę suplementów i nie pije skrzypu


Kiedyś próbowałam brać CP, ale skutki uboczne wykluczyły mnie z fanek tego wapna. Nie jestem regularna, czasami zapominam o podstawowych rzeczach, a co dopiero pamiętać o tabletkach które trzeba brać parę razy dziennie, lub po kilka na raz. Nie jestem w stanie o tym pamiętać nawet jak ustawię sobie powiadomienie w telefonie, po prostu nie i tyle. Każdy kto mnie dobrze zna wie, że trzeba mnie zmuszać do picia herbaty. Dobrowolnie piję tylko kakao i cappuccino i to w towarzystwie babci i gorzkiej czekolady, więc nie ma opcji żeby wypiła codziennie kubek naparu z siana- kiedyś próbowałam, fuuj. Kiedyś piłam pokrzywę, ale ta niewiele pomaga jeżeli chodzi o porost. Czasami lubię wypić herbatę czerwoną, bo fajnie wpływa na przemianę materii i po prostu mi smakuje.


Po trzecie: nie jestem zapaloną fanką olejowania

Oczywiście nie rezygnuję z tego, bo widzę jakie efekty przynosi, ale raczej stawiam na maski i domowe składniki. Nigdy nie inwestowałam specjalnie w oleje, posiadam olej z pestek winogron, lniany, oliwę z oliwek i BDFM jak na razie mi to wystarcza. Co prawda kupiłam też olejek ze słodkich migdałów, ale zdecydowałam się używać go na twarz, bo zapobiega zmarszczkom (no nie oszukujmy się w końcu mam już 19 lat ;x  ) *. Nigdy nie używałam olejków typu Amla czy Sessa, bo po prostu mnie do nich nie ciągnie. Boję się, że nie będą się u mnie sprawdzać i po prostu wydam na nie niepotrzebnie hajs. Faktycznie olejuję, ale nie w każdej możliwej chwili. Kiedyś tak robiłam, ale postanowiłam trochę zluzować, bo w końcu włosy są dla mnie, nie ja dla włosów.

Po czwarte: nie mam hurtowni kosmetyków
Jedyne czego mam dużo to wsuwek. Walają się dosłownie wszędzie a i tak średnio raz na miesiąc kupuję kolejne opakowanie. Może ktoś obcy powiedziałby, że mam dużo kosmetyków jednak to nie prawda. Ja po prostu regularnie je kupuję. Jeżeli widzę, że dany produkt jest już na wykończeniu to po prostu kupuję kolejny, ok czasami się zdarzają nieplanowane zakupy, ale zazwyczaj robię tak, że wiem co chcę kupić (tzn wiem, że chcę kupić np odżywkę ale nie wiem jaką i decyzję najczęściej podejmuję w sklepie). Nie mam ogromnego zapasu masek, odżywek, balsamów itp bo to jest mi po prostu nie potrzebne. Wiem, że jak kiedyś wyprowadzę się z domu i zamieszkam z T to sytuacja pewnie będzie taka sama, bo on też krzyczy jak kupuję tyle kosmetyków :)


Po piąte: nie zamawiam kosmetyków z internetu


O ile jestem w stanie zamówić buty,  paletkę do makijażu, szminkę lub jakiś półprodukt o tyle nigdy nie zamawiałam kosmetyków do włosów. Wśród włosomaniaczek bardzo popularne są produkty Balea, które nie są dostępne stacjonarnie i właśnie dlatego mnie nie kuszą. Jestem pewna, że gdybym mogła kupić je w Białymstoku to choćbym miała jechać na drugi koniec miasta to bym pojechała i kupiła, ale skoro ich nie ma to nie. Lubię przeczytać etykietkę, porównać zapachy produktów, a internet nie daje mi tyle możliwości, więc e-zakupy odpadają.

Po szóste: nie umiem określić czy moje włosy są proste czy falowane

Moje włosy żyją własny życiem i jedyne co nas łączy to wredota. Moje włosy są wredne, bo jak chcę żeby były proste to się na złość falują, a jak mają być pofalowane, to się nagle prostują jak druciki. Ostateczna diagnoza jest taka, że "włosy są proste ze skłonnością do falowania się pod wpływem wszelkich zmian atmosferycznych, przy czym nie są proste absolutnie nigdy, falowane natomiast są kiedy chcą" *


 * Uwaga! Niektóre zdania zawarte w poście mają żartobliwy charakter wypowiedzi i powinny być traktowane z przymrużeniem oka.









Znacie jeszcze jakieś atrybuty Włosomaniaczki ?




niedziela, 5 października 2014

Niedziela dla włosów #5 maska z mąką






Cześć!

Nim się obejrzałam, a już kolejna niedziela dla włosów. Dziś postawiłam na minimalizm w pielęgnacji. W sobotni wieczór naolejowałam włosy ( 1 łyżka BDFM oraz 1/2 łyżki oleju z pestek winogron ). Rano niestety musiałam wskoczyć w mój "niedzielny dres" i zawieść siostrę do pracy, na szczęście ruch był niewielki więc niewiele osób zobaczyło moje "tłuste" włosy, ale mus to mus. Od razu po powrocie umyłam włosy i nałożyłam na nie maskę tuningowaną. Do stołowej łyżki Kallos Ketarin dodałam łyżeczkę mąki ziemniaczanej. Maskę nałożyłam od ucha w dół na umyte i odciśnięte włosy i trzymałam przez ok 30 minut na włosach. Dzisiaj wyjątkowo nie nałożyłam na włosy turbana, bo czepek foliowy, który do tej pory dzielnie im służył umarł i nigdy już nie ożyje. Rozciągnął się i wygląda jak worek na ziemniaki, muszę kupić kolejny :)


Tak prezentują się moje włosy. Oczywiście oprócz grzywki włosy schły naturalnie. Przed zdjęciem je uczesałam, ale jesienny wiatr zrobił swoje :)




Włosy są zadowolone minimalizmem pielęgnacji, czasami widocznie nie potrzebna jest złożona pielęgnacja, aby zrobić dobrze naszej fryzurze :D





Co u Was ? :)

piątek, 3 października 2014

Mój włosowy niezbędnik

Cześć!

Czasami lubię włosy rozpuszczone innym razem włosy upięte. Dzisiaj przyszłam do Was z moim włosowym przybornikiem, który tak na prawdę przyda się każdej dziewczynie.




1. Szczotki, grzebienie
Rozczesywanie to podstawa, musi być proste, szybkie i najlepiej bezbolesne. Ja do rozczesywania najczęściej używam grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami, bo nie rwie włosów. Jeżeli mam włosy proste (wyprostowane lub wysuszone i jeszcze się nie skręciły) do czesania w ciągu dnia używam Tangle Teezer. Szczotka jest wygodna i zajmuje mało miejsca w torebce, co jest dla mnie ważne. Gdy włosy mam pofalowane zazwyczaj używam szczotki z drewnianymi ząbkami, nie ma ich tak gęstych jak TT więc nie rozprostowuje fal i nie puszy włosów. Niestety minusami szczotki jest to że czasami włosy się wplątują w ząbki i szczotkę ciężko się czyści. Różowy grzebień z prawej strony służy do tapirowania włosów i jest na prawdę dobry, co prawda, rzadko tapiruję włosy, ale ten grzebień najlepiej się sprawdza.



2. Wsuwki, kokówki, żabki, gumki
Czyli coś, bez czego żadna fryzura nie ma sensu. Jeżeli upinam włosy to najczęściej decyduję się na koka. Wsuwkami upinam włosy, które nie dosięgają do koka, bo są za krótkie. Kokówkami wzmacniam koka, a właściwie wypełniacz, który bez nich się nie trzyma. Żabki przydają się do podpięcia grzywki podczas mycia twarzy.



3. Wypełniacze
W swojej mini-kolekcji posiadam dwa wypełniacze w dwóch rozmiarach. Mini wypełniacz o średnicy zaledwie 6 cm oraz wypełniacz maxi czyli o średnicy ok 11 cm. Oba bardzo lubię i często ich używam. Wypełniacze dosyć szybko mi się psują, a raczej po prostu niszczą. Na szczęście nie są drogie, swój pierwszy wypełniacz kupiłam w H&M w cenie ok 10 zł, obecny widoczny na zdjęciu jest kupiony w sklepie chińskim za 6 zł.  Te malutkie są kupione w Primarku.



4. Ozdoby do włosów
Kiedyś namiętnie nosiłam opaski z kokardami, miałam ich na prawdę dużo- czarne, białe, kolorowe. Z czasem chyba z nich wyrosłam, od czasu do czasu zakładam opaskę, ale czuję się wtedy trochę jak mała dziewczynka idąca do przedszkola. Kokardy bardzo lubię, najczęściej noszę tę ze zdjęcia, czasami również całą czarną, elegancją kokardę, która ładnie podkreśla rudy kolor włosów. Najczęściej kupuję gumki z kokardami, a potem odrywam gumki, kokardę przyczepiam wsuwką. Kiedyś często kupowałam gumki- opaski, jednak moja głowa nie jest na tyle proporcjonalna i opaski się zsuwają.




To mój cały przybornik, oczywiście poza szczotkami i wypełniaczami mam tego dużo więcej. Najwięcej mam wsuwek i gumek, które mój kor roznosi w zębach po całym domu. Ostatnio podczas wymieniania szafy w przedpokoju znalazłyśmy z siostrą jakieś 10 nowych gumek do włosów, które po prostu ukradła Kocia.





środa, 1 października 2014

Wrześniowa aktualizacja włosowa

Witam wszystkie piękne czytelniczki  :)


Koniec września, czyli aktualizacja włosowa. Odkąd dołączyłam do akcji "Niedziela dla włosów" częściej wstawiam zdjęcia swojej czupryny i bardziej widać efekty pielęgnacji. Wrzesień był dosyć kontrowersyjnym miesiącem, bo w ciągu miesiąca zrobiłam naprawdę dużo dla swoich włosów, nie wszystko co robiłam było dobre, ale kilka rzeczy wpłynęło korzystnie.


Oczyszczanie:
- Biały Jeleń szampon z chlorofilem RECENZJA
- Schauma Fresh It Up
 - Szampon o zapachu ananasa La Ligne Hair


Odżywianie:
- Garniej Fructis Oleo Repair
- Maska Kallos cosmetics z keratyną
- Olejek BDFM i olej lniany
- domowe maski z jajkiem, miodem, drożdżami i algami morskimi


Ochrona:
- Jedwab Chi (skończył się :< )


Dodatkowo:
- malowanie Loreal Preference Mango 74 NDW
- podcięcie włosów
- laminowanie

Jak już pisałam wyżej wrzesień był bardzo aktywny. Generalnie pielęgnacja układa się nieźle, do tych "złych rzeczy" na pewno dołączyłabym laminowanie, które sprawiło, że moje włosy były niezwykle suche i matowe. Farbowanie zaliczam zarówno do dobrych jak i złych rzeczy, bo z jednej strony cieszę się z nowego koloru, ale z drugiej włosy ucierpiały i musiałam je podciąć. No właśnie, w poprzedniej aktualizacji włosowej pisałam, że cięcie planuję dopiero na połowę października. Niestety po koloryzacji, moje końcówki były koszmarne. Było widać białe kropki na końcówkach, a to wyraźny sygnał aby ściąć włosy. No i ścięłam. Właściwie wzięłam (nową, raz użytą, nie sprawdzającą się) maszynkę elektryczną do ścinania włosów dla mężczyzn wręczyłam ją siostrze i takim sposobem straciłam prawie 4 cm włosów. Magda bardzo starała się ściąć je na prosto, ale chyba nie do końca wyszło. Trudno, grunt że nie ma rozdwojonych końcówek. Kolor jest przekłamany oczywiście, bo zdjęcie jest robione w świetle naturalnym, ale przy zasuniętych roletach, które nadają żółtawy odcień pomieszczeniu.




Ogólnie włosy są w całkiem dobrej kondycji, nadal się puszą, ale dzięki szamponowi z Isany nabrały trochę silikonów i jest już trochę lepiej :)


Plany na październik ?

Nawilżanie, olejowanie i oczywiście zagęszczenie włosów. Po farbowanie zaczęły mi mocniej wypadać i boję się, że będzie ich już zupełnie malutko. Myślałam nad siemieniem lnianym, bo to dzięki niemu miałam najwięcej baby hair.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blogger Gadgets